Szpital odpowiada. Parafrazując: dziennikarka nierzetelna, komentatorzy – rasiści, pacjenci mają być zadowoleni, nawet jak nie mają z czego

Szpital odpowiada. Parafrazując: dziennikarka nierzetelna, komentatorzy – rasiści, pacjenci mają być zadowoleni, nawet jak nie mają z czego

szpital w Nowym Sączu, pomoc Ukrainie

Od autorki ,,nierzetelnego i subiektywnego” artykułu: Kiedy zgłosiła się do nas pacjentka SOR i opowiedziała bulwersującą historię, sprawcą, której – jak zaznaczała – był lekarz, zwróciliśmy się do szpitala o komentarz w tej sprawie. Odpowiedź – trzy zdania z pointą – czekajcie. Ku naszemu zdziwieniu, zamiast przyjrzeć się temu, jak pracownicy szpitala ,,poczynają sobie” z ludźmi szukającymi pomocy, a jak wynika z komentarzy i listów, które napływają do nas od momentu publikacji, problem jest niemały, wini się dziennikarkę, chociaż słowa odautorskiego nie wplotła. Głos został oddany pacjentom, którzy również są winni, bo mają czelność skarżyć się… na brak pomocy i jak zaznaczają, brak jakiegokolwiek profesjonalizmu. Co ciekawe, pacjentka wyraźnie pochwaliła postawę lekarzy i pielęgniarek oddziału ginekologicznego. To oznacza, że nawet w tym tunelu jest światełko! Wiem i zdaję sobie sprawę, że w tym szpitalu jest też masa absolutnie fenomenalnych medyków i im kłaniam się w pas.

Czas chyba na pobudkę, bo nie ma tygodnia, żeby do naszej redakcji nie zapukał pacjent z kolejną szokującą historią. Czas na pobudkę osób zarządzających i sprawujących władze nad tym, co się dzieje w sądeckim szpitalu i nad tymi, którzy tym szpitalem rządzą.

Artykuł o którym mowa: Pacjentka SOR: usłyszałam, że mam cierpieć. Czy musi dojść do tragedii, żeby ktoś zareagował?”

Odpowiedź na pismo szpitala

Przeczytaliśmy Państwa pismo z mieszanką fascynacji i niedowierzania. Przepraszamy, że pozwolimy sobie na szczerość — ale to, co napisał Pan w imieniu szpitala, to wzorcowy przykład troski… o własny ogon, nie o pacjenta.

Zamiast rzetelnej refleksji i próby naprawienia sytuacji, mamy klasyczną próbę gaszenia pożaru przez cenzurowanie dymu. To pismo jest esencją „strategii oblężonej twierdzy”: nie ma problemu – są tylko źli komentatorzy i dziennikarze. Zamiast wziąć „na klatę” to, że ktoś mógł zostać skrzywdzony i że może coś nie działa, mamy próbę przerzucenia winy na komunikację i komentujących. Przepraszamy, że tak to określimy: gasi Pan pożar benzyną, a potem ściga tego, kto zadzwonił po straż pożarną.

Atak na relację pacjentki i na wolność słowa zamiast merytorycznego odniesienia się do zarzutów i sprawdzenia procedur jest tym bardziej nieuzasadniony, że autorka zwróciła się do Szpitala z prośbą o komentarz zanim tekst został opublikowany. Odesłaliście ją z kwitkiem, a właściwie z kilkoma zdaniami, które znalazły się w tekście.

Oskarżenie autorki o stronniczość przy jednoczesnym żądaniu usunięcia dowodów oburzenia społecznego – to próba zepchnięcia debaty do podziemia, nie zaś rozwiązania problemu. Ciekawi nas, czy szpital choć przez moment rozważył, dlaczego tak skrajne komentarze się pojawiły? Może to sygnał czegoś poważniejszego niż „przewrażliwienie internautów”? Dlaczego przez lata szpital nowosądecki obrasta niechlubną sławą, nie tylko w regionie sądeckim…?

Pisze Pan o obraźliwych komentarzach. Zgoda — słowa potrafią być ostre jak skalpel użyty przez dyletanta. Ale chcielibyśmy zwrócić uwagę, że fala społecznego gniewu nie rodzi się w próżni. Gdyby pacjentka SOR, zamiast słów: „ma Pani cierpieć”, usłyszała: „zaraz Pani pomożemy”, Internet milczałby jak zaklęty.

To nie dziennikarka jest tu źródłem kryzysu. Ona jest tylko głośnikiem, przez który przebija się krzyk ludzi, którzy przez SOR zostali zbyci ciszą albo arogancją. Cierpienie,  to nie jest pole do filozofowania nad relatywizmem – to jest test człowieczeństwa.

Zamiast wykorzystać tę sytuację jako okazję do zbadania, co w SOR szwankuje, i naprawienia tego, skupili się Państwo na uciszaniu komentarzy i narzekaniu na dziennikarza. To trochę tak, jakby chirurg leczył poważny uraz… plastrem z misiem.

Powołujecie się Państwo na rozporządzenia i ustawy, jakby empatia i troska o pacjenta były nielegalne. Przykro nam – w tym kraju wciąż można okazać serce. A społeczna reakcja, choć często wyrażona emocjonalnie, to sygnał, że ludzi boli nie tylko wyrostek, ale i system.

A może zamiast tego, czego Pan żąda – zaprosi Pan pacjentów do rozmowy? Zamiast grozić mediom – przyzna, że może jednak coś poszło nie tak? Może następnym razem, gdy ktoś na SOR usłyszy „cierp”, ktoś inny powie „jestem tu, żeby Pani pomóc”?

To nie cenzura komentarzy leczy rany – leczy je człowiek po drugiej stronie systemu.

Na koniec tylko jeden apel: nie pytajcie, kto i dlaczego rozpętał raban. Usłyszcie, że to raban pyta: gdzie byliście, kiedy bolało?

W związku z tym, iż przez weekendową nieobecność skrzynka mailowa autorki poprzedniego artykułu Natalii Sekuły została zapełniona, nie wszystkie wiadomości dotarły. Prosimy, aby pacjenci, którzy pisali do niej w sprawie sądeckiego szpitala, ponownie wysłali wiadomości mailowe: [email protected] 

Iwona Kamieńska
Natalia Sekuła

Pismo, które otrzymaliśmy z sądeckiej lecznicy.

 

 

Filmoteka dts24

194 Videos