Krynica Źródłem Kultury 2025: Myslovitz [RELACJA]

Krynica Źródłem Kultury 2025: Myslovitz [RELACJA]

Światła zdawały się bardziej rozproszone niż zwykle. W ich blasku otwierała się przestrzeń zawieszona między światami, a czas tracił znaczenie. Nie płynął – cofał się, składając w kolejne wymiary: dźwięki, słowa, echa. Wszystko wokół powoli zamieniało się w ślad, myśl, przeczucie. Kokon. Po to, by na nowo narodziła się prawda. W samotności tkwi niezwykła moc, w ciszy ukryta jest siła, a w samym byciu – głęboka mądrość. To właśnie tam, w tej bezczasowej próżni, kwitną nasze najpiękniejsze ogrody.

Stałem na końcu płyty, blisko bramek, blisko wyjścia. Energia tutaj była inna – wytracała swój impet, rozpraszała się w anonimowości. Fizycznie odległa, a jednak jakby bliższa temu, co działo się tam – wyżej. Jakby każdy z nas wnosił swoją własną, osobistą prawdę – zaciśniętą w dłoniach, zamkniętą w sobie, niedostępną dla innych.

Mateusz Parzymięso | Fot. Grzegorz Korzec Fotografia

Ta scena śpiewała dalej – dla wszystkich, dla każdego z osobna. Była jak list w butelce, jak szept docierający do najgłębszych miejsc w nas samych. Jak wspomnienie, które uwiera – ciało obce zbyt mocno zakleszczone, by można je było usunąć bez uszczerbku na duszy. Jak sekret, który z jakiegoś powodu uczyniono źródłem wstydu, czymś do przezwyciężenia, chorobą. Przecież nasza droga do sukcesu miała być wybrukowana charyzmą, elokwencją, łokciem i przekrzykiem. A tutaj, pośród tych dźwięków i tej chwilowej intymności, wszystko to zdawało się groteskowe, zupełnie nie na miejscu. Małe i głupie.

W przerwach pomiędzy rozbrzmiewały szlachetny aplauz i cicha wrzawa. Dłonie szukały innych dłoni, ramiona obejmowały biodra. Może z zauroczenia, może z miłości, może z czystego odruchu. Spojrzałem w lewo. Stał tam mężczyzna w przydużym płaszczu, którego sylwetka wydawała mi się dziwnie obca w tej przestrzeni – jakby zarówno on, jak i jego ubiór byli zupełnie od siebie odklejeni. Zanim zdążyłem odwrócić wzrok z powrotem na scenę, nachylił się do mnie i szepnął:

— Wiesz, Myslovitz to taki album ze zdjęciami albo klaser z widokówkami, który każdy nosi gdzieś w głowie. Jedni wracają do niego z nostalgią, inni – bo nie mają już innego wyjścia.

Myslovitz | Fot. Grzegorz Korzec Fotografia

W świecie, w którym każdy chce być niesamowity, w którym fetyszyzuje się głupotę i krzykliwość, potrzeba ogromnej odwagi, by dostrzec i objąć siłę introwertycznej duszy. Podobnie jak na płótnach romantycznych mistrzów, gdzie subtelności i głębia przemawiają najciszej, lecz najpełniej, Myslovitz pozostawił we mnie trwały ślad. Nie w tym, co powiedział mi wczoraj, lecz w tym, jak głęboko pozwolił mi wsłuchać się w siebie, jak szczerze pozwolił mi pozostać wiernym własnym myślom i uczuciom.

Światła zdawały się bardziej rozproszone niż zwykle. W ich blasku otwierała się przestrzeń zawieszona między światami, a czas tracił znaczenie. Nie płynął – cofał się, składając w kolejne wymiary: dźwięki, słowa, echa. Wszystko wokół powoli zamieniało się w ślad, myśl, przeczucie. Kokon. Po to, by na nowo narodziła się prawda.

Gdzieś tam też

Mieszkają chwile te najlepsze

Gdzieś tam też

Rosną kwiaty najpiękniejsze

Wiem ja też

Nie zawsze będę mówił szeptem.

I w tej ulotnej przestrzeni, gdzieś pomiędzy ciszą a dźwiękiem, po raz kolejny odnalazłem coś, co już dawno wydawało się zapomniane – odnalazłem siebie wieczorami, bo wieczorami nie widać szarości.

Foto: Grzegorz Korzec Fotografia, Video: Bartosz Szarek

Filmoteka dts24

218 Videos