Od 30 lat obecna w sądeckiej polityce, od kilku lat – w samorządzie, a pierwszego wywiadu w lokalnych mediach udzieliła dopiero teraz, gdy powierzono jej odpowiedzialność za sądecką oświatę. Wojciech Molendowicz w studio RTK zapytał Bożenę Borkowską, powołaną w styczniu na stanowisko zastępcy prezydenta miasta Nowego Sącza o emocje, towarzyszące jej w związku z wyzwaniem którego się podjęła.
B.B. Do matury będzie przystępowało 1900 maturzystów z 14 szkół średnich, sytuacja w oświacie nie jest prosta, dokładamy dużo do subwencji, mamy problemy kadrowe w administracji szkół, ale myślę że małymi kroczkami damy radę to wszystko sensownie poukładać.
W.M. Brakuje ludzi do pracy w szkołach?
B.B. Brakuje głównych księgowych. Księgowe z wieloletnim doświadczeniem odchodzą na emeryturę, młode nie są zainteresowane pracą w samorządzie i na podstawie prawa oświatowego. Nie jest to praca łatwa.
W.M. Czym Panią niełatwa praca w samorządzie skusiła?
B.B. Tym, że jest dużo kontaktu z ludźmi, z organizacjami pozarządowymi, że jest to praca na rzecz mojej małej ojczyzny
W.M. Samorząd jest jednak wystawiony na krytykę, na osąd publiczny i wiadomo, że nie da się zadowolić wszystkich obywateli tej małej ojczyzny.
B.B. To prawda, jednak dziś społeczeństwo jest bardzo nastawione na krytykę nie tylko samorządu ale wszystkich i wszystkiego – od polityków po sąsiadów i znajomych. Bardzo lubimy krytykować nic nie proponując w zamian.
W.M. Spotkała się Pani z krytyką w momencie kiedy zostało ogłoszone, że będzie Pani zastępcą prezydenta miasta?
B.B. Jeden jedyny raz. Znalazłam jeden komentarz w sieci, który brzmiał: „Pani Bożeno, czy nie czas na emeryturę?”
W.M. I co Pani pomyślała?
B.B. Mam w sobie zbyt dużo energii, zapału, pomysłów. Myślę, że warto to wykorzystać.
W.M. Jest Pani bardziej politykiem czy samorządowcem?
B.B. Czuję się bardziej samorządowcem, choć oczywiście interesuję się polityką, bo długo pracowałam wokół polityki u Zygmunta Berdychowskiego Andrzeja Czerwińskiego, Piotra Lachowicza… Jednak zawsze w piątym szeregu. I gdy patrzę wstecz, pojawia się taka myśl, że ta polityka kiedyś była zupełnie inna, była…. fajna, nie było w niej takiej agresji jaka jest dziś, mieliśmy w sobie mnóstwo optymizmu, mieliśmy w perspektywie otwierającą nowe szanse przyszłość, szczególnie w czasach gdy przygotowywaliśmy się do wejścia Polski do Unii Europejskiej. Była w nas radość, że nie będziemy stać w kolejce za paszportami, że będą otwarte granice. To trochę przykre, ale okazuje się, że nasze dzieci nie doceniają tego, co mają. A polityka stała się bardzo brutalna. Nie akceptuję tego. Nie o taką awanturniczą Polskę walczyliśmy kiedyś.
W.M. Polityka jest brutalna. To po co to Pani?
B.B. Przyszłam pracować do samorządu. Na rzecz mojej małej ojczyzny.
W.M. Dzisiejsza rozmowa w studio jest Pani debiutem. Jak to możliwe, że osoba od 30 lat obecna w życiu publicznym Nowego Sącza nigdy wcześniej nie wypowiadała się publicznie?
B.B. Zawsze miałam szefów. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu.
W.M. Czy to stanowisko, które Pani objęła jest ukoronowaniem Pani zawodowych ambicji?
B.B. Myślę że tak…
W.M. Czy spodziewać się Pani nazwiska na …
B.B. Nie. To będzie czas na emeryturę.
Całej rozmowy można wysłuchać w Regionalnej Telewizji Kablowej
Czytaj też:
Minęło 35 lat. Kołcz najdłużej pełniącym funkcję dyrektora urzędnikiem w sądeckiej oświacie



































































































































































































