Takie historie w zasadzie się nie zdarzają. W zasadzie, bo ta się akurat zdarzyła. Tak jednak bywa z historiami, które nie mają prawa się wydarzyć. One się po prostu dzieją. A było tak. Jakoś w połowie listopada odwiedził redakcję nasz wieloletni Czytelnik Jan Tabak. Tego, że był to Jan Tabak, dowiedziałem się chwilę później.
– Jan Tabak – przywitał się Jan Tabak. – Nie poznał mnie pan, redaktorze?
– No jakby nie poznałem – przyznałem zgodnie z prawdą.
– Bo ja się trochę zmieniłem. Jestem lżejszy o jakieś 30 kg. Co ja przeszedłem ze zdrowiem… – westchnął i tylko machnął ręką.
No więc była pewnie połowa listopada. Jan Tabak opowiedział mi swoją historię. Chciał zamieścić w DTS podziękowania „Za uratowanie życia i pomoc w powrocie do zdrowia”. Dla lekarza, fizjoterapeuty i innych osób, które mu niedawno bardzo pomogły. Podziękowania koniecznie musiały się ukazać w gazecie. Tradycyjnej, papierowej – wiadomo, Czytelnik starszej daty, ma swoje przyzwyczajenia i hierarchię. Jak się podziękowania ukażą w gazecie, to wtedy są ważne. Będzie można doktorowi zanieść, a i cały świat przeczyta. Problem polegał na tym, że listopadowe wydanie DTS BIZNES było już zesłane do drukarni. To może podziękujemy na portalu dts24, będzie szybciej, niemal od ręki.
– Może być w grudniowym, świątecznym wydaniu gazety, nie ma pośpiechu – ucieszył się Jan Tabak i podyktował mi nazwiska komu chciałby podziękować.
Dzień przed wysłaniem grudniowego wydania do druku zadzwoniłem jeszcze do pana Jana. Chciałem mu przeczytać treść podziękowań i upewnić się, że nie przekręciłem żadnego nazwiska. Nie odebrał. Pewnie jest zajęty świątecznym gotowaniem, oddzwoni później – pomyślałem. Wszak Jan Tabak był kucharzem, z imponującym CV w swojej branży.
Ale nie odebrał i nie oddzwonił również nazajutrz. Za to kilka dni później na stronie internetowej sądeckiej Bazylki w zakładce OGŁOSZENIA PARAFIALNE znalazłem taki wpis: „W ostatnim tygodniu z naszej wspólnoty parafialnej odeszli do wieczności: (…) Jan Tabak (…)”.
Zdębiałem. Gazeta pachnąca jeszcze farbą drukarką z podziękowaniami od Jana Tabaka za uratowanie życia leżała przede mną na biurku. Takie historie w zasadzie się nie zdarzają.
Wojciech Molendowicz
Poniżej tekst z wydania Dobrego Tygodnika Sądeckiego z 28 marca 2013 r.




































































































































































































