Pokochały ich MILIONY! Pochodzą z Jankowej, a mówi o nich cała Polska. To zwycięscy tegorocznej edycji Disco Star. Zespół Max z Jankowej.
Jak smakuje zwycięstwo? Czy zmieniło ono coś w waszym życiu?
– Telefony się urywają. Występ w Disco Star, już teraz widzimy, że otworzył nam drzwi do kariery. Najważniejsze, żeby tego nie zaprzepaścić. Zaczęły się propozycje koncertowe, eventy inne niż wesela. Teraz mamy okres zimowy, w branży weselnej sezon martwy. Mamy w planach robić sety koncertowe, aby w pełni przygotować się na sezon letni. Odezwała się agencja koncertowa, trwają rozmowy, naprawdę jest fajnie. Nie spodziewaliśmy się takiego przebiegu spraw. Końcówkę roku planowaliśmy nieco inaczej, sprawy się pokomplikowały, ale pozytywnie.
Kto zainicjował to, abyście poszli do tego programu?
– Zainicjowali to chłopcy, nie ja, jako lider. Pamiętam, jak na messenger Daniel napisał, żebyśmy się zgłosili. Pomyślałem, że oszaleli, mamy wesela, trzymajmy się ich.
Na czym polegało zgłoszenie?
– Trzeba było wysłać filmik, w którym mieliśmy pokazać, jak funkcjonuje zespół, jaki ma stosunek do muzyki, jacy jesteśmy z charakteru. Staraliśmy się wysłać filmik typowo opisujący nas. Śmieszny, totalnie naturalny (…). Chyba to urzekło produkcję. Nie było to udawane.
Jak zareagowaliście na to, że dostaliście się na castingi?
– Chłopaków zamurowało, mnie też. Byliśmy chyba u pana młodego pod domem. Najpierw śmialiśmy się. Jak ta informacja doszła do głowy, jechaliśmy w autobusie w ciszy. Zastanawialiśmy się, jak to będzie, pojawił się stres. Gdzie my do Disco Star. Nie dowierzaliśmy.
Jak przebiegała przygoda w programie?
– Najpierw castingi, był to wrzesień. Jadąc tam, to było bardzo stresujące. Nigdy nie byliśmy w studiu telewizyjnym. Szukaliśmy bramy wjazdowej, ale byliśmy jako pierwsi. Nagrywki były od rana do wieczora. Cały dzień w studio. Zaznajomienie z produkcją, ze studiem, reżyserami, przedstawienie całej ekipy, która liczy wiele osób. Za samymi kamerami było chyba 50 osób. Poznaliśmy też reżysera Michała, który miał świetne podejście do ludzi. Cała papierologia i oczekiwanie na występ, który był na samym końcu. Mogliśmy zwrócić uwagę, jak zachować się na scenie, jak wyjść i rozmawiać. Przed samym wyjściem zaczęła się nerwówka, stresujący moment. Grając tyle lat wesela, nigdy się tak nie stresowałem.
Po waszym występie fani oszaleli. Zrobiliście najlepsze wyświetlenia na TikToku. Docierało do was, że pokochały Was miliony?
– Tak naprawdę nie docierało to do nas. Poszliśmy z coverem Baciar, jaki gra każdy zespół weselny. Stwierdziliśmy, że jedziemy w regionalnych koszulach, niekoniecznie z naszego regionu, ale musimy podpasować do stylu. Graliśmy na totalnym flow. Nie przypuszczaliśmy, że tak to wszystko będzie wyglądało. Publiczność się ruszyła, a stres przeszedł. W pewnym momencie wyszedłem do ludzi z mikrofonem, to nie było planowane. 2 miliony wyświetleń w niecały tydzień. Stwierdziliśmy, że ludziom brakuje folkloru. My weszliśmy z czymś innym. Myślę, że to rozbudziło publiczność.
Jak to jest usłyszeć wiele pozytywnych słów od trenerów, którzy mają znaczenie w świecie muzyki?
– Nie da się ukryć, że były łezki w oczach. Doszło do człowieka, że ktoś z wyższej półki cię docenił. Nam zależało na opinii Marcina Millera, jest w programie od początku, wypowiada się elokwentnie.
Były castingi i co potem?
– Wracaliśmy zadowoleni, czekaliśmy na panel jurorski. W głowie mieliśmy, że pokazaliśmy się z dobrej strony, wystarczy. Jak dostaliśmy informację, że przechodzimy do półfinału nie dowierzaliśmy. I co teraz? No co? Działamy! Kombinowaliśmy ze strojami, oczywiście na ostatnią chwilę. Szybkie zakupy w galerii. No dobra jedziemy do Warszawy na półfinał. Co krok powtarzaliśmy to samo, jesteśmy w półfinale, wystarczy.
Jak długo przygotowywaliście się do finału?
– Do finału zaczęliśmy się przygotowywać od razu. Różnica między półfinałem a finałem była dwa miesiące. Nie mieliśmy piosenki autorskiej. Szybka akcja, żeby taką stworzyć. Współpracowaliśmy z Bartkiem Bocheńskim, który stworzył dla nas piosenkę „Dziewczyna z wysokich Gór”, premiera 15 grudnia. Zaczęły się próby. Piosenka nam bardzo siadła do głowy. Była burza mózgów co do strojów. Kombinowaliśmy, jak połączyć Disco Polo ze strojem góralskim. Mieliśmy bardzo duże wyzwanie. Szukaliśmy krawca, butów, żeby były nieprzeciętne. Wymyśliliśmy złote sznurówki. Mieliśmy na koszulach sześć gwiazdek, symbolizujących nasz zespół. Gonitwa niesamowita. Koszule dostaliśmy tydzień przed finałem. Było to na igiełki.
Wybór trójki, która będzie walczyć o zwycięstwo. Czuliście z tyłu głowy, że to wy możecie wygrać?
– Konkurencja była wybitna. Nie było słabego ogniwa. Będziemy to wszystkim powtarzać. Każdy z naszej dziewiątki miał przynajmniej 1% że wygra. Mówimy Panowie, ta trójka nam wystarczy. Padło pierwszy artysta Zespół Max z Jankowej. Wyszliśmy i nie dowierzaliśmy. Potem Kapela Roy. Małopolska zdeklasowała finał. Cieszyliśmy się, że jest ta trójka. Mieliśmy euforię zwycięstwa. Spełnienie marzeń.
Polały się łzy wzruszenia?
– Oczywiście. Tyle, co pamiętam. Jak słyszałem to ze sceny, człowiek ma aż ciary. Niesamowita euforia. Jak zostaliśmy już w tej dwójce. Czekaliśmy na werdykt. Daniel stał obok i szeptał do mnie coś. Mówił, żebym nie patrzył w kopertę, żebym nie zobaczył, kto wygrał. Patrzymy w dół. Mówię, to się nie dzieje! Serce zaczęło kłóć. Ogromne ciśnienie. Byliśmy pewni, że wygra Ewelina, która jest super kobietą i artystką.
Odpuścicie wesela dla kariery disco polo?
– Wesela będziemy grać dalej, to nas cieszy. Też chcemy posmakować koncertów, o których wspomniałem oraz innych eventów, na które mamy zaproszenia. Mamy podpisane umowy na wesela, więc nic się nie zmieni.
– Mamy do wykorzystania szansę, na którą czekamy. Występ na festiwalu z Polsatem. To będzie nagroda, spełnienie i wisienka na torcie. To kolejne doświadczenie.
Na co przeznaczycie nagrodę pieniężną?
– Mamy zamiar pracować nad płytą, która ukaże się wiosną. Nagrodę przeznaczymy na rozwój kariery.
Macie ze sobą pas. Co on oznacza?
– Występowaliśmy w nich na weselach oraz na castingu w Disco Star. Wzięliśmy go do Warszawy. Podpisały nam się tam gwiazdy. Chcemy go przekazać na ogólnopolską licytację, ze zdjęciem z castingu, aby pokazać autentyczność. Chcemy pomóc.
Czego możemy Wam życzyć?
– Żebyśmy się nie zmieniali. Ludzie pokochali nas takimi, jakimi jesteśmy. Będziemy się rozwijać i pozyskiwać nowych odbiorców, aby pokazać, że to była dobra decyzja.
CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY POD LINKIEM:
Czytaj także: Bogaty program i nagrody sięgające 40 tysięcy złotych





























































































































































































































