We wrześniu 1980 roku ogłosił czterodniowy strajk w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym. Jednym z postulatów było odwołanie nielubianego wojewody nowosądeckiego Lecha Bafii. W styczniu 1981 roku był współorganizatorem okupacji sądeckiego ratusza. Była to pierwsza w powojennej Polsce okupacja gmachu użyteczności publicznej – akt protestu przeciwko bucie władzy komunistycznej i przeciwko powszechnej niesprawiedliwości. We wrześniu 1983 roku pobito go i wyrzucono z jadącego samochodu prowadzonego przez funcjonariuszy SB. Jerzy Wyskiel (ur. 8 sierpnia 1945 r w Biczycach Dolnych), jeden z twórców sądeckiej „Solidarności” nie żyje.
O śmierci jednego z czołowych działaczy sądeckiej „Solidarności” poinformował wczoraj w mediach społecznościowych jego syn – Marcin Wyskiel.
„Z bólem serca informuję, że 2 grudnia zmarł mój Tato. Proszę o modlitwę i wspomnienie” – napisał.
„Człowiek odważny w czasach gdy odwaga miała swoją wielką cenę! Życie po ziemskim życiu jest następstwem gestów zwłaszcza wobec ludzi, bo to one kształtują wieczność. A tych dobrych wielkich, mniejszych i maleńkich gestów, którymi Jurek obdarzył tak wielu, było wyjątkowo dużo. Było ich mnóstwo wtedy gdy dopisywało Mu zdrowie i w tych długich latach kiedy mężnie nosił krzyż cierpienia (…) Drogi Jurku! Niech dobry Bóg raczy dać Ci spokojne wieczne odpoczywanie. Swoim życiem na to zasłużyłeś!” – żegna go towarzysz z dawnych lat – Jerzy Gwiżdż.
***
Relacja z porwania Jerzego Wyskiela, opublikowana w podziemnym piśmie „Praworządność”.
Jerzy Wyskiel był organizatorem strajku w WPK w Nowym Sączu, w sierpniu 1980 roku, założycielem zakładowej „Solidarności” oraz struktur regionalnych związku. Był również przewodniczącym komitetu strajkowego w styczniu 1981 r. w Ratuszu nowosądeckim oraz jednym z uczestników rozmów ze strony MKZ Małopolska, z komisją rządową w sprawie niezrealizowanych postulatów, które miały miejsce wiosną 1981 r. W stanie wojennym internowany, formalnie pozyskany wówczas do współpracy, wyrejestrowany później z powodu odmowy tej współpracy (Encyklopedia Solidarności, encysol.pl). W Piśmie Komitetu Ochrony Praworządności „Praworządność” – biuletynie Komitetu Helsińskiego w Polsce (nr 4 z 6 listopada 1984 r.), w numerze poświęconym ks. Popiełuszce oraz wielu innym ofiarom reżimu PRL, zamieszczono opis porwania Jerzego Wyskiela. Zestawienie różnych przypadków porwań, pobić, itp. w tym numerze „Praworządności” było poniekąd odpowiedzią na stanowisko władz PRL, że zabójstwo ks. Popiełuszki było odosobnionym przypadkiem.
Rano 2 września 1983 r. poszedł do lekarza zakładowego na przebadanie, ubiegając się jednocześnie o przedłużenie karty chorobowej. Wrócił do domu około godziny 12.00. Syn powiedział, że było dwóch panów i pytało się o niego. Powiedzieli, że jeszcze wrócą. Około godz. 13.00 zauważył, że przyjechał samochód osobowy. Skoda koloru żółtego. Jeden z pasażerów zapytał go, gdzie mieszka Jerzy Wyskiel. Powiedział, że tutaj. Zapytał się czy to nie on. J.W. odpowiedział , że tak. Powiedział, że jest z milicji, że chce go wziąć na przesłuchanie. J.W. odpowiedział, że nigdzie nie pójdzie, bo nie ma z kim zostawić trzyletniego dziecka, żona jest w pracy, jak wróci, to wtedy może iść. Pasażer Skody kazał mu zgłosić się w komendzie o godz. 13.00. J.W. poprosił o zostawienie wezwania. Odpowiedziano mu, że wezwania nie trzeba. J.W. odpowiedział, że bez wezwania nie stawi się, bo musi iść na EKG. Mężczyzna odpowiedział mu „To przyjedziemy po pana i weźmiemy” i poszedł.
Po pół godzinie wróciła z pracy żona. JW. powiedział jej, że jedzie robić badania EKG na ul. Długosza. Ubrał się i zszedł do autobusu na godz. 14:18. Na przystanku była też sąsiadka. Gdy wsiadali do autobusu J.W. zauważył, że od strony ul. Nowosądeckiej nadjechała właśnie ta Skoda. Zauważyli go, zawrócili i pojechali za autobusem. Gdy autobus stawał na przystanku, Skoda zatrzymywała się za nim. J.W. pokazał sąsiadce, że za nim jadą i prosił, by dała o tym znać jego żonie, bo kto wie, czy nie będą go chcieli aresztować jak wysiądzie z autobusu.
Wysiadł na ul. Jagiellońskiej i poszedł przez Planty. Za skrzyżowaniem Mickiewicza, na ul. Długosza podjechała pod niego ta właśnie, żółta Skoda. Z tyłu wysiadł mężczyzna i mówi „Chcesz uciekać?” J.W. [odpowiedział – przyp. S.R.] „Nigdzie nie uciekam, idę do lekarza”. Na to mężczyzna „Wsiadaj do samochodu, pojedziesz z nami, do lekarza jeszcze zdążysz”. J.W. wsiadł.
Z przodu siedziało dwóch z tyłu jeden mężczyzna. J.W. siedział z tyłu koło drzwi. Samochód ruszył. Kierowca zwrócił mu uwagę, by zamknął drzwi. Kiedy odwrócił się w stronę drzwi otrzymał cios w tył głowy i stracił przytomność. Gdy ją odzyskał, znajdował się w piwnicy. Było dość ciemno – tylko słaba żarówka bez żyrandola, stół, ściany pomalowane na biało. [Miało to być w pałacu Nawojowej, siedzibie ZOMO w czasach PRL – przyp. S.R.] Napastników było trzech, zaczęli go przesłuchiwać. Pytali gdzie ulotki, skąd je bierze do zakładu. Z kim wydaje „Wiadomości Nowosądeckie”, z kim organizował Mszę Św. na 31 sierpnia. J.W. odpowiadał, że o niczym nie wie, jest na rencie chorobowej, siedzi w domu i niczym takim się nie zajmuje. Nagle jeden podszedł i uderzył go w twarz. Pytali ciągle o to samo. W pewnym momencie jeden z nich powiedział „Jedź, zrób rewizję w domu”. Jeden z napastników wyszedł, pozostali rozmawiali chwilę między sobą, wreszcie jeden powiedział „Za chwilę zawieziesz nas tam, gdzie wydajecie ulotki”. J. W. odpowiedział, że nie zawiezie, bo nic na ten temat nie wie. Od uderzenia strasznie bolała go głowa, nie mógł się skupić. Napastnicy wciągnęli go po schodach na górę i wrzucili do samochodu. Koło drzwi budynku zauważył pryzmę węgla. Samochód stał tuż koło drzwi. Wrzucili go na tylne siedzenie i ruszyli. Było już ciemno. Nie wiedział gdzie jest, ani która jest godzina. Gdy przejechali kawałek jeden z napastników powiedział: „Weź, wyrzuć go – już go sukinsyna ksiądz pobłogosławi”. J.W. nie zorientował się o co chodzi, bolała go ciągle głowa. Jeden z nich nagle otworzył drzwi, drugi, ten co siedział obok kopnął go w nogę i wypchnął z samochodu. J. W. upadł na jezdnię, przetoczył kawałek. Samochód odjechał. Od strony Nawojowej nadjechała taksówka. Zatrzymała się. J.W. leżał na jezdni, nie mógł się podnieść. Taksówkarz pomógł mu wstać, wsiąść do samochodu i zawiózł do szpitala. W szpitalu zrobiono mu prześwietlenie i wszystkie badania. Lekarze chcieli zostawić go w szpitalu. J.W. nie zgodził się, był w szoku, kazał odwieźć się do domu, bał się, że chcą coś z nim zrobić. Lekarz uprzedzał, że ma złamaną rękę, nogę, silny wstrząs mózgu, ogólne potłuczenia. J.W. upierał się, że chce wracać do domu. Około północy zdecydowano odwieźć go do domu karetką. W domu był. Około 2:00.
Jerzy Wyskiel, kierowca MPK [WPK – przyp. S.R.] w Nowym Sączu, przywódca strajku komunikacji miejskiej w sierpniu 1980 r. Po strajku, w ratuszu nowosądeckim, w styczniu 1981 brał udział w rozmowach z komisją rządową. Internowany od 13.12.1981 w Załężu, ciężko chorował w więzieniu (stan przedzawałowy, pęknięcie wrzodu żołądka). Leczony na oddziale intensywnej terapii w szpitalu rzeszowskim, wskutek złego stanu zdrowia zwolniony z internowania. Nie pracuje, ma zakaz wstępu do MPK, stara się o rentę. Żona jest nauczycielką. Ma czworo dzieci.
Niedługo po porwaniu, na terenie Nowego Sącza pojawiły się liczne anonimy zawierające „wyjaśnienie” sprawy pobicia Wyskiela przez nieznanych sprawców. Tajemniczej metamorfozie uległa karta z zapisem obrażeń Wyskiela dokonanym po przywiezieniu go do szpitala. Sprawa trafiła do prokuratury.
Oprac. Sylwester Rękas


































































































































































































