6. Sącz Jazz Festival: Teo Olter Quintet [RELACJA]

6. Sącz Jazz Festival: Teo Olter Quintet [RELACJA]

W poszukiwaniu szczęścia.

Gdyby spojrzeć na to z boku, ten wieczór pulsował sprzecznościami: był jednocześnie postojem, pogonią i otwartą na emocje przestrzenią. Był czymś znajomym, ciepłym i zimnym zarazem, jak wspomnienie minionej przygody – osią zatracenia w wielkomiejskiej dżungli, w niestrudzonym parkourze poszukiwania sensu i nieskończonych możliwości.

Staliśmy razem na tyłach jazz klubu, pod roziskrzonym neonem, kiedy zza ścian dobiegał „How Am I Doing? Where Am I Going?” – odważny, prowadzący mój zespół w pełnię kolektywnego brzmienia. Tylko że pełni dziś nie było. Bo ja byłam tutaj – z nim. Było już chwilę po dziewiętnastej, a w mojej głowie znów pojawiła się ta swędząca myśl, z niesławną Matyldą na planie pierwszym. Cholerny Lou Reed – zawsze gdzieś się czai. Przemyka, pojawia się znikąd i w najmniej odpowiednich momentach. Jak przeciąg, który pozostawia po sobie chłód pytania: „Czemu nie jestem tam, razem z nimi, tylko tu – z nim?”.

Teo Olter | Fot. Aneta Wójcik

Dopalałam papierosa, wsłuchując się w zmąconą płytą i zbrojeniem mieszankę spiritual i awangardy. Chwytliwa kompulsywność tej muzyki – w pełni uzasadniona – przypomniała mi o polepionej formice baru, przy której jakiś gach flirtował z Matyldą. Przecież równie dobrze i podobnie jak ja mogłaby nawiać z kwintetu, rzucić się w śmietnikowe zaułki zapomnienia, chwilowego oderwania od pewnego i ustabilizowanego „teraz”.

Bang, killjoy!

Ale teraz, kiedy zapalał papierosa, oboje wiedzieliśmy, że to przypadkowe spotkanie to nic więcej jak odliczanie do improwizacji. Improwizacji, która przyniesie echo bezpowrotnie utraconego wieczoru.

– To u mnie czy u ciebie? – zagadnął, próbując ukryć ekscytację.

– Słucham? – odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. – Lepiej poczęstuj mnie jednym.

Tymek Bryndal, Tadeusz Cieślak i Teo Olter | Fot. Aneta Wójcik

Czy poszukiwanie szczęścia zawsze musi rozbijać się o brzegi niejednoznacznej obietnicy wszystkiego? O ślepe zaułki, które majaczą w tle naszych najgłębszych pragnień? A może są tylko tymczasowym schronieniem – jak dialog, który nienachalnie wciąga nas coraz głębiej? Tego nie wiem. Wiem jedynie, że gdy wzeszło słońce, a on szykował się do wyjścia, żadne z nas nie żałowało niczego.

Fot. Aneta Wójcik

 

Filmoteka dts24

194 Videos