Miłość do gór płynęła w jego żyłach od zawsze. Z plecakiem na plecach i zachwytem w oczach od lat przemierzał beskidzkie i tatrzańskie szlaki, w charakterze przewodnika górskiego PTTK oddział „BESKID”. Marzył, że na emeryturze będzie mógł jeszcze więcej czasu poświęcić swojej pasji. Niestety, na początku tego roku, a dokładnie 20 stycznia, zmieniło się wszystko.
Ten artykuł miał ukazać się w świątecznym wydaniu DTS24, pokazać zmagania pana Wiesława Leśniary z chorobą ale i jego niesłabnącą nadzieję na wyzdrowienie. Niestety, wieloletni przewodnik PTTK Beskid w Nowym Sączu, od dziś (29 listopada) wędruje już po niebieskich szlakach. Przegrał nierówną walkę ze złośliwym nowotworem kości…
– 20 stycznia wróciłem do domu z górskiej wyprawy. Kiedy wszedłem do domu, poczułem tak wielki ból, że przewróciłem się i upadłem na podłogę. Co prawda już wcześniej czułem bóle kręgosłupa, ale miało to być spowodowane rwą kulszową. Niczego groźnego nie podejrzewałem. Niestety ból po upadku nie ustępował – opowiadał 68-letni Wiesław Leśniara z Małej Wsi w gminie Chełmiec.
Pana Wiesława przewieziono karetką pogotowia do sądeckiego szpitala. Tam przeprowadzono wiele kompleksowych badań. W trakcie upadku doszło do pęknięcia miednicy. Nie to jednak okazało się najgorsze. Lekarze postawili zatrważającą diagnozę: chrzęstnomięsak kostny (chondrosarcoma G3 kości łonowej lewej) – złośliwy nowotwór kości. Leczenie rozpoczęto natychmiast – w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. W trakcie badań okazało się, że rak umiejscowiony był w takim miejscu, iż mężczyźnie trzeba było amputować lewą nogę, co miało miejsce 20 maja. Zabieg, co prawda obarczony wysokim ryzykiem, ale konieczny dla zdrowia pana Wiesława, przeprowadził profesor Bartłomiej Szostakowski.
– Operacja przebiegła pomyślnie, bez żadnych komplikacji. Wraz z rodziną mieliśmy nadzieję, że to koniec naszego koszmaru. Niestety, wyniki badań histopatologicznych nie pozostawiły żadnych złudzeń. W moim organizmie są przerzuty i w dalszym ciągu muszę walczyć z ciężką chorobą, pozostając pod stałą opieką onkologów.
Zawsze pogodny i uśmiechnięty, zarażał optymizmem i pogodnym usposobieniem. Oprócz gór miał także inne zainteresowania. Od lat był liderem sołectwa Mała Wieś w swojej gminie, kandydował także w wyborach samorządowych w 2014 r. Kochał pszczoły i miód. Prowadził pasiekę „Chełmiecka Kłoda”. Tajnikami związanymi z przygotowaniem pysznego, zdrowego miodu nie raz dzielił się z zainteresowanymi np. podczas jarmarków, festynów, kiermaszów itp.
Marzył, by znów poprowadzić wycieczkę…
Kilka lat temu Wiesław Leśniara przeszedł na wymarzoną emeryturę. Chciał spędzić spokojnie ten czas z żoną Stanisławą i przyjaciółmi, popijając herbatę z miodem ze swojej pasieki i jeszcze nie raz udać się na górską wędrówkę. – Od lat działałem jako przewodnik górski w PTTK „Beskid” w Nowym Sączu; zajmowałem się oprowadzaniem wycieczek. Kochałem to całym sercem. Górskie powietrze, nierówny oddech przy wspinaczce, rozmowy przy herbacie z termosu i widoki takie, że brakuje słów. Pozostałe chwile spędzałem we własnej pasiece. To był mój świat, dla którego chciało mi się wstawać każdego ranka. Cały czas byłem aktywny i cieszyłem się każdym dniem. Niestety, wszystko nagle runęło jak domek z kart…
By znów stanąć na nogi…
Choć w trakcie operacji lekarze amputowali panu Wiesławowi całą lewą kończynę wraz z niezbędną osnową, wciąż istniała szansa, aby znów mógł chodzić. Potrzeba było kwoty 100 tys. zł na specjalistyczną protezę, która mogła sprawić, że mieszkaniec Małej Wsi odzyska sprawność. Jej wykonanie zadeklarowały dwie firmy medyczne. Niestety, 100 tys. zł było dla państwa Leśniarów zbyt duża kwotą pieniędzy do zebrania.
– Niestety nie stać nas na taki wydatek. Wszystkie oszczędności, jakie posiadaliśmy, wydaliśmy na schodowe windy, sprzęt rehabilitacyjny oraz inne niezbędne urządzenia, które są konieczne do – w miarę możliwości – sprawnego poruszania się po domu – mówił pan Wiesław. Ruszyła zatem internetowa zbiórka pieniędzy z przeznaczeniem na zakup protezy. Pomagali wszyscy: rodzina, przyjaciele, znajomi, członkowie PTTK oraz anonimowi darczyńcy. Z każdą złotówką pan Wiesław zbliżał się do upragnionego celu.
– Bardzo chciałbym znowu móc chodzić. Marzę, aby poprowadzić jeszcze kilka wycieczek jako przewodnik. Aby móc dalej zajmować się moją pasieką, ale przede wszystkim nie chcę być ciężarem dla mojej żony – mówił. Nie zdążył tego wszystkiego zrobić. Odszedł w piątek, 29 listopada, w wieku 68 lat.
Fot. Z arch. W. Leśniary































































































































































































































