Można powiedzieć, że ta zawzięta batalia nie ma swojego końca. Z jednej strony rozgoryczeni rodzice, z drugiej władza, która dba o dobro i bezpieczeństwo uczniów. Czy ta historia będzie mieć swój szczęśliwy koniec?
Ale może zacznijmy od początku…
Na terenie gminy Łużna funkcjonuje obecnie 7 placówek oświatowych. Każde sołectwo posiada swoją szkołę, z wyjątkiem Łużnej, gdzie znajdują się dwie placówki. W skład Szkoły Podstawowej nr 2 wchodzi 54 uczniów i 25 przedszkolaków, natomiast w Bieśniku (szkoła w tym sołectwie również będzie zamknięta, a uczniowie przeniosą się do Szalowej), gdzie warunki są dalekie od idealnych, uczy się 30 wychowanków. Od wielu lat w gminie trwa zażarta dyskusja między rodzicami, a władzami. Panujące warunki w obu placówkach, a w szczególności na Zaborówce są dalekie od akceptowalnych – nauka odbywa się na korytarzach, a stołówka mieści się w suterenie, co z pewnością nie jest odpowiednie dla najmłodszych uczniów. Oprócz problemów związanych z dostosowaniem szkoły do potrzeb dzieci, na gminie ciąży presja straży pożarnej, która apeluje o natychmiastowe zamknięcie budynku. Obiekt nie spełnia bowiem podstawowych warunków użytkowych!
Obecny wójt, Mariusz Tarsa, zaraz po objęciu stanowiska skierował szczególną uwagę na kwestie oświatowe w gminie. Już od początku jego kadencji podejmowane były pierwsze dyskusje i kroki na temat konieczności wprowadzenia zmian.
– Sytuacja w Łużnej jest bardzo specyficzna – mówi w rozmowie z naszym portalem Wójt Gminy Łużna Mariusz Tarsa. Mamy jedną szkołę, która powstała na przełomie 1999/2000 roku. Mieszkańcy marzyli o niej od pokoleń. Dobra szkoła w centrum wioski, która spełniałaby funkcję nowoczesnego budynku. Szkoła na Zaborówce była swego rodzaju oddechem dla wielu osób. W tamtym czasie przyrost dzieci był prawie trzykrotnie większy. Zaborówka czuła się jednak oddalona od centrum. Mieszkańcy chcieli budowy kaplicy, miejsca kultu, a poczucie odrębności narastało. Kiedy pojawiła się szkoła i kaplica, mieszkańcy poczuli się bardziej niezależni – ktoś mógł pomyśleć, że to dwie różne wioski. Szkoła nr 1 okazała się ważnym i potrzebnym obiektem, aby wszystkie dzieci z Łużnej miały godne miejsce do nauki. Niestety, zabrakło konsekwencji w działaniu; nie zdecydowano się wtedy na scalenie szkół i przeniesienie szkoły nr 2 do szkoły nr 1, mimo że były sygnały, iż docelowo tak to miało wyglądać. Szkoła nr 2 nie zawsze pełniła funkcję pełnej szkoły ośmioklasowej – bywały lata, kiedy klasy 7 i 8 były dowożone do centrum wsi. Nie było też przedszkola. Ta szkoła była organizmem, który nie funkcjonował w pełnym tego słowa znaczeniu; nie było też tam gimnazjum. Dopiero likwidacja gimnazjum sprawiła, że przekształcono ją w szkołę ośmioklasową, wiedząc, że brakuje sal i miejsca, aby pomieścić wszystkie dzieci.
Jeszcze za rządów byłego wójta Kazimierza Kroka podjęto decyzję o rozbudowie szkoły na Zaborówce, mimo pełnej świadomości, że w Szkole nr 1 znajdowało się całe wolne skrzydło, które mogłoby pomieścić uczniów uczęszczających w tamtym czasie do szkoły nr 2. Jednak pomimo dostępnej przestrzeni nie zdecydowano się wtedy na przeniesienie wszystkich uczniów do jednej placówki, tylko kontynuowano temat rozbudowy.
– W 2018 roku zaproponowałem, żeby nie budować nowej szkoły. Widziałem, że jest potrzeba budowy innych, brakujących w wiosce obiektów czy przeznaczenia środków na inwestycje niezbędne w tamtym czasie m.in. wodociągi czy kanalizacje, których w gminie tak brakowało – kontynuuje wójt Tarsa. Nie było kanalizacji, wodociągu, nie było też perspektyw ani planów ich realizacji. Zamiast rozbudowy budynku zaproponowałem utworzenie szkoły z klasami 1–3 i oddziałami przedszkolnymi, bez konieczności rozbudowy. Wystarczyłoby wyremontować i zmodernizować pomieszczenia pod kątem najmłodszych, potrzebnych byłoby łącznie 5 sal. Zostałem jednak potraktowany jak likwidator – zorganizowano referendum, było głosowanie, a pomysł przepadł. Uznałem, że skoro sytuacja mieszkańcom odpowiada, to nie ruszam tego tematu. Czekaliśmy, zachęcając do przepisywania dzieci.
Władze przez 5 lat inwestowały w szkoły, korzystając z wielu programów zewnętrznych. Obecnie szkoła nr 1 jest w bardzo przyzwoitym stanie. Nie mówimy tutaj o placówce, która ma najwyższe standardy w powiecie, lecz szkole, która ma godne warunki, aby przyjąć dzieci z Łużnej. Jak podkreśla wójt placówka ta może być naprawdę wyjątkowa i zapewnić warunki godne na miarę XXI wieku.
– Kiedy zbliżała się moja druga kadencja, otwarcie mówiłem, że musimy wrócić do tematu oświaty. Było mi wstyd, jak patrzyłem jakie warunki do nauki mają dzieci. Dla mnie to bardzo przykre – jako nauczyciel z zawodu czuję się zobowiązany, by ten problem rozwiązać.
Gdyby gmina Łużna zdecydowała się na rozbudowę szkoły nr 2 i przeprowadzenie gruntownego remontu, musiałoby się to odbyć kosztem innych priorytetowych inwestycji. Warto zastanowić się, czy inwestowanie w drugą placówkę oświatową, podczas gdy w Łużnej funkcjonuje już odpowiednio przystosowana szkoła, jest uzasadnione, zwłaszcza jeśli oznaczałoby to rezygnację z realizacji naprawdę istotnych projektów, takich jak kanalizacja, wodociągi czy remonty dróg.
O co tak właściwie jest takie zamieszanie?
Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 2 w Łużnej, to placówka oświatowa, z wieloletnią historią. Jednak od lat przekazywana, jest informacja, że budynek nie spełnia określonych standardów, co uzyskało swoje odzwierciedlenie w inspekcji Państwowej Straży Pożarnej, która zwołana była decyzją kuratorium.
W szkole brakuje wystarczającej liczby sal, a budynek nie spełnia odpowiednich wymogów. Gdyby gmina zdecydowała się na inwestycję w modernizację obiektu, dzieci i tak musiałyby na ten czas przenieść się do innego budynku. Warto podkreślić, że poprzedni wójt pozostawił plany modernizacji obiektu, jednak bez realnego finansowania.
– To nie jest tak, że likwidujemy małe szkoły. W każdym sołectwie powinna być placówka edukacyjna. Nie ukrywałem tego, tylko mówiłem otwarcie, że sytuacja oświaty w tej gminie jest trudna – nie mówię o nauczycielach ani o dzieciach, tylko o nadmiarze budynków szkolnych i niedoborze uczniów. Każdy, kto sprawuje władzę w gminie, czy to wójt, czy radny, staje przed tym problemem. W tym roku na pierwszej sesji powiedziałem, że jednym z priorytetów będzie reforma oświaty, że w każdym sołectwie będzie szkoła, a tam, gdzie jest ich więcej, z powodów demograficznych będzie konieczna likwidacja. Zrobiliśmy rozeznanie tematu, wyliczenia, spotkaliśmy się z nauczycielami. To nie jest tak, że ich zwalniamy – oni będą pracować dalej. Było wiele godzin ponadwymiarowych; nie zatrudnialiśmy nowych pedagogów, tylko zwiększaliśmy godziny osobom z kwalifikacjami. W ten sposób w razie zamknięcia szkoły nauczyciele nie tracą pracy, tylko nadgodziny.
Jak więc rozwiązała się sytuacja?
W miniony poniedziałek podczas VII Sesji Rady Gminy Łużna, radni podjęli decyzję o likwidacji dwóch placówek oświatowych: Szkoły Podstawowej nr 2 w Łużnej oraz Szkoły Podstawowej im. Świętej Królowej Jadwigi w Bieśniku. O ile w Bieśniku rodzice pogodzili się z podjętą decyzją, o tyle w Łużnej nie dają za wygraną.
– Uchwała intencyjna to dopiero początek – teraz potrzebujemy pozytywnej opinii kuratorium oraz skutecznego poinformowania rodziców. Proces ten potrwa kilka miesięcy.
Tymczasem sytuacja przybrała nowy obrót – kuratorium zwróciło się z pismem o przeprowadzenie kontroli bezpieczeństwa, której wynik jest jednoznaczny. Władze gminy muszą teraz wskazać nowe miejsce nauki, zapewniając dzieciom ciągłość edukacji. Oznacza to, że w Szkole Podstawowej w Łużnej będą mieścić się teraz dwie szkoły.
– Szkoły nie da się zamknąć z dnia na dzień, musimy zadbać o dokumentację i ciągłość edukacji. Nie jestem zadowolony z tego obrotu spraw, gdyż zaburza to proces programowego zamykania szkoły.
Jak informuje naszą redakcję wójt gminy Łużna, zamknięcie szkoły NIE BYŁO PLANOWANE Z DNIA NA DZIEŃ. Gmina dokładała wszelkich starań, aby proces ten przebiegał zgodnie z wszystkimi formalnościami. Jednak rodzice nie ustępowali i podjęli działania wyprzedzające pewne decyzje. Organizowali własne spotkania, okazywali silne emocje i wzburzenie, a także często kontaktowali się z kuratorium, co doprowadziło do wystosowania pisma z żądaniem kontroli placówki oświatowej w Łużnej. W konsekwencji przeprowadzono kontrolę straży pożarnej, która wydała decyzję o natychmiastowym zamknięciu szkoły.
Gdyby nie pochopne decyzje i nagłośnienie całej sprawy, sytuacja z pewnością zakończyłaby się inaczej, a dzieci mogłyby spokojnie dokończyć obecny rok szkolny. Rodzice jednak nie ustępują, i wczoraj wieczorem, po wezwaniu do zabrania rzeczy swoich dzieci z placówki, która decyzją Państwowej Straży Pożarnej została zamknięta, doszło do zamieszania. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, pod szkołą miało dojść do przepychanek i próby zabarykadowania się rodziców w budynku, czego jednak ostatecznie uniknięto. Na miejsce przybyły dwa radiowozy, a rodzice odbierali rzeczy dzieci pod nadzorem policji.
Dla dzieci z Łużnej wyremontowaliśmy szkołę nie dla „jedynki” i „dwójki”, ale dla Łużnej jako CAŁOŚCI. Są możliwości, które będziemy wykorzystywać, podejmując racjonalne działania. Cieszę się, że szkoła w Mszance to pierwsza placówka podłączona do kanalizacji i wodociągu, a przedszkole w Szalowej jest najnowocześniejsze w okolicy. Inwestujemy w oświatę racjonalnie i mądrze.
– Konsekwencją tych decyzji będzie wdzięczność dzieci. Łużna jest podzielona – Podlesie, centrum, Zaborówka – teraz to czas na ich połączenie. Dzieci się integrują i są otwarte na świat. Skoro uczęszczają na zajęcia w GOK, zajęcia sportowe, do młodzieżowych grup katolickich, dlaczego nie pozwolić im integrować się także w szkole?
Jakie są zatem argumenty rodziców?
Rodzice z wielkim sentymentem i żalem podchodzą do tematu zamknięcia szkoły. Uważają, że nie tylko placówka w Łużnej, ale również inne szkoły nie spełniają odpowiednich wymogów, o czym, ich zdaniem, nie mówi się głośno. Według rodziców sytuacja demograficzna jest stabilna, a dzieci osiągają doskonałe wyniki w nauce. Jak podkreślali na sesji, warunki panujące w szkole nie stanowią dla nich wyznacznika jakości edukacji. Mają ogromny żal do władz i apelują, że nie zamierzają się tak łatwo poddać.
Kto ma rację w tym burzliwym sporze, które zasięgiem obiega nawet sąsiednie miejscowości ?
Czytaj także: Młodzi poszukiwacze skarbów: polsko-węgierskie przyjaźnie[ZDJĘCIA]






























































































































































































































