Jesienią 2023 r. Krystyna Baran, na co dzień prezes firmy Wiśniowski, wydała książkę pamiętnikarko-wspomnieniową „Moje ciekawe życie”. Na blisko 300 stronach opowiada o dzieciństwie spędzonym w Ubiadzie, o rodzinie, o firmie Wiśniowski, którą kieruje od ponad 30 lat. Niemal rok po ukazaniu się książki Krystyna Baran wraca do wspomnienia, które w książce zostało pominięte. Podczas drugiej wojny światowej jej dziadek Franciszek Zieliński i Stanisław Wiśniowski, dziadek Andrzeja, ukrywali nieopodal Ubiadu dwóch Żydów. „To fenomen w skali Polski, że Żyd zdecydował się zostać na prowincji, na wsi” – uważa dr Łukasz Połomski.
Dzisiaj Krystyna Baran opowiada o tym wydarzeniu specjalnie dla Czytelników DTS:
– Czasami zastanawiam się, czy kiedyś ludzkość będzie mądrzejsza i nie dopuści do wojen. Moja mama twierdziła, że nasze pokolenie nigdy nie zostanie dotknięte wojną czy jakimkolwiek konfliktem zbrojnym. Niestety dziś, w różnych zakątkach świata, a przede wszystkim w bezpośrednim sąsiedztwie Polski trwają działania wojenne, giną, cierpią ludzie, zwierzęta, bezprzykładnie niszczony jest ludzki dorobek i niewyobrażalnie degradowane środowisko naturalne.
Im więcej mam lat, tym bardziej żałuję, że choć dużo przebywałam w otoczeniu osób dorosłych oraz starszych, to nie słuchałam, nie zapamiętałam wielu historii i opowieści, których dzisiaj nie jestem w stanie szczegółowo odtworzyć. Nie ma już ludzi z początków XX wieku, próżno szukać pewnych informacji w Google. Prawdziwą skarbnicą wiedzy był mój dziadek Franciszek Zieliński i – co ważne – miał odwagę opowiadać o tematach trudnych. Babcia z tego powodu miała do niego pretensje, prosiła aby nam dzieciom nie mieszał w głowach, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Dziadek miał w planach kontynuację nauki we Lwowie, stąd jego wspomnienia często sięgały dawnych kresów wschodnich. II wojna światowa wiele zmieniła, ale nie obawiał się opowiadać o Rosjanach, Niemcach i Żydach, o sytuacjach i wydarzeniach radosnych, ale też bardzo smutnych czy tragicznych, o Katyniu, obozach koncentracyjnych czy swoim ojcu, który zaginął podczas I wojny światowej.
W czasie II wojny światowej wujek Andrzej Zieliński wraz z dziadkiem Franciszkiem i dziadkiem Andrzeja Wiśniowskiego Stanisławem ukrywali dwóch Żydów – braci Mojżesza i Mortka Szagryn. Do ich ziemianki w lesie na Ubiadzie przynosili, najczęściej pod osłoną nocy, jedzenie i najpotrzebniejsze rzeczy. Po wojnie jeden z nich wyjechał do Izraela, drugi pozostał i mieszkał w niedalekim sąsiedztwie moich dziadków. Zmarł w latach 70. Nie pamiętam, aby ktoś z rodziny uczestniczył w jego pogrzebie. Myślę, że spoczywa na cmentarzu żydowskim w Nowym Sączu przy ul. Rybackiej. Osobiście dobrze wspominam pana Mojżesza. Pamiętam, że kilka razy z dziadkiem lub mamą byłam w odwiedzinach w jego domu. Miły, starszy pan, częstował nas zagraniczną macą i landrynkami w kształcie półksiężyca. Byłam za mała, aby zwracać szczególną uwagę, a tym bardziej zapamiętać, o czym wówczas rozmawiali dorośli, a rozmowy trwały do późnego wieczora. Szkoda…
Dr Łukasz Połomski, znawca dziejów sądeckich Żydów, twórca i dyrektor programu historycznego Sądecki Sztetl:
– Mojżesz z bratem Mortkiem uciekli z getta wierząc w to, że sąsiedzi ze Słowikowej, Klimkówki i Ubiadu im pomogą – nie zawiedli się. To niesamowite, jaka była solidarność, nikt nic nie wydał ich Niemcom. Przeżyli dzięki dobrym ludziom. Nie może dziwić, że po wojnie Mojżesz wrócił do rodzinnego domu, żył u siebie i wśród swoich. Odwiedzał go ksiądz po kolędzie, handlował zwierzętami – wiódł normalne życie. To fenomen w skali Polski, że Żyd zdecydował się zostać na prowincji, na wsi. Przeczy to powszechnemu antysemityzmowi. Od kilku lat zagłębiam się w jego historię z wielu względów, szczególnie dlatego, że mieszkam niedaleko jego domu rodzinnego. Myślę, że najbardziej fascynuje mnie to, jak potraktowali go miejscowi. Podczas wojny Szagrinowi i jego bratu pomagało wielu mieszkańców Słowikowej, Ubiadu i Klimkówki. Po wojnie Mojżesz żył z nimi jak swój. To prawdziwy fenomen, że na wsi religijny Żyd mieszkał samotnie niemal do końca lat 70. Był lubiany i szanowany. Do dziś przechodząc przez cmentarz żydowski na Rybackiej przystaje przy jego macewie, czasem kładę kamień i przypominam sobie jego niesamowity, ale i trudny życiorys.
Czytaj też:
Premiera WIŚNIOWSKI Connected – pierwsza brama smart w standardzie


































































































































































































