Bartosz Szarek. Teraz, teraz, teraz. Rozbłyskiem

Bartosz Szarek. Teraz, teraz, teraz. Rozbłyskiem

Czy tak rodzą się gwiazdy? Chcę wierzyć, że tak. Wszak konsument nie chciał Niny Simone, ale ją dostał. Nie chciał Billie Holiday ani Joni Mitchell… Przeciętny odbiorca nie wie, czego chce – trzeba mu to pokazać i kazać polubić. W branży panuje podejście: „Zadowolimy publikę, napędzimy biznes”.

To wygodny i całkiem skuteczny sposób, by narodziła się gwiazda – lecz o kaloryczności zapałki. Tu potrzeba masy słońca, genezy, konceptu, narracji i odrobiny szczęścia, by to dostrzec i mieć odwagę za tym pójść. Legend nie czynią badania fokusowe. Nie – gdyż odbiorcy to kompletni idioci, przynajmniej większość z nich. Moich klientów to nie dotyczy – oni są genialni. Klientów „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” również. Nie dotyczy to zespołu Zorza, który chwilę temu zaznaczył swoją obecność na muzycznym firmamencie, by kolejnym rozbłyskiem potwierdzić zapowiedziane.

O grupie można mówić w kategoriach wielkiej obietnicy wszystkiego oraz płynnego przekraczania ziemskich granic. To twórczość, która narodziła się w jedną z bardziej ikonicznych nocy: przygnana wiatrem słonecznym i przepływem prądu w jonosferze, spadła na ziemię wraz z rojem meteorów, w towarzystwie koniunkcji Marsa i Jowisza. Ale to był jedynie moment powrotu, który wyniósł nas w przestrzeń, rozciągając za sobą warkocz muzycznych narracji. Ich brzmienie to wyprawa – od korzeni tradycji po galaktyczne poszukiwania nowych horyzontów, w której wyczuwalny jest zarówno strach przed nieznanym, jak i odwaga pionierów. Zorza przecięła mi w głowie gatunkowe orbity i nagięła czas, oferując coś więcej niż zwykłe doświadczenie dźwięku – to kosmiczna odyseja dla duszy i refleksji, której jestem pasażerem. Jesteśmy.

Więcej felietonów przeczytasz w najnowszym DTS – bezpłatnie pod linkiem:

Filmoteka dts24

194 Videos