Nowe władze Bobowej mówią o problemach generowanych obecnie przez cztery duże inwestycje i wytykają swoim poprzednikom, że niektóre prace były nieprzemyślane, a nawet „rażąco niedopuszczalne”. Natomiast zdaniem byłego burmistrza pojawiające się zarzuty to „nagonka” i przejaw niekompetencji nowych rządzących. Wacław Ligęza zapowiada też, że nie pozwoli szargać swojego imienia.
W ubiegłym tygodniu w Urzędzie Miejskim w Bobowej odbyła się konferencja prasowa, podczas której burmistrz Marcin Wąs i jego zastępca Grzegorz Janota opisywali problemy „natury technicznej, prawnej i finansowej”, z którymi miasto mierzy się obecnie, a które dotyczą inwestycji rozpoczętych lub zakończonych za poprzedniej kadencji. Mówili o Miejskim Centrum Kultury, kąpielisku oraz Szkole Muzycznej w Bobowej, a także o Szkole Podstawowej w Stróżnej. O zarzutach, jakie przedstawiali, pisaliśmy już TUTAJ.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy byłego burmistrza, Wacława Ligęzę.
Miejskie Centrum Kultury
Jak opisuje były burmistrz, po uzyskaniu pozwolenia na budowę i wyłonieniu wykonawcy w przetargu nieograniczonym, władze Bobowej starały się o dofinansowanie na budowę Miejskiego Centrum Kultury. Udało się pozyskać około 11 250 000 złotych. Prace ruszyły, jednak wkrótce pojawiły się problemy.
– Po pewnym okresie prac, które rozpoczęła firma Solidmax, niestety nie było żadnej nadziei na to, żeby w ustawowym terminie wykonała to zadanie. Przedłużenie terminu o około osiem miesięcy, o które prosiła firma, skutkowałoby tym, że nasza gmina utraciłaby dofinansowanie w wysokości około dziesięciu milionów złotych. Na to nie można było sobie pozwolić, dlatego też odstąpiliśmy od umowy. Firma nie przyjęła dokumentu w tej sprawie, a za jakiś czas do Urzędu Miejskiego w Bobowej wpłynęło pismo, że to oni odstępują od budowy – wspomina Wacław Ligęza.
Wyjaśnia, że na budynku źle wykonana została stalowa konstrukcja dachowa. Wadliwe spawy groziły tym, że dach się zawali. Ówczesne władze zdecydowały się więc na „radykalne działania” i po zerwaniu umowy rozpisano nowy przetarg.
– Firma, która wygrała, po prostu wymieniła konstrukcję na prawidłowo wykonaną. Ja zleciłem przed wymianą dachu ekspertyzę. Krakowska firma wykonała wszystkie niezbędne czynności: oczyszczono i prześwietlono spawy, a wyniki ekspertyzy świadczyły o tym, że od 75 do ponad 90% spawów było wadliwych. W grudniu prace prowadzone przez drugiego wykonawcę zostały zakończone, a zadanie rozliczone. Po tym chyba na skutek różnych donosów jeszcze nadzór budowlany zlecił poprawę niektórych prac i to zostało oczywiście wszystko uczynione. W lutym albo w marcu nadzór budowlany wydał decyzję o pozwoleniu na użytkowanie obiektu – relacjonuje były burmistrz.
O hucznym otwarciu Miejskiego Centrum Kultury w Bobowej pisaliśmy TUTAJ. Budynek wówczas „pachniał nowością”. Niestety, najniższa kondygnacja obiektu z czasem zaczęła pachnieć nie nowością, a wilgocią.
– W kwietniu pracownik urzędu poinformował mnie, że pojawiło się podmakanie posadzki najniżej położonych pomieszczeń Centrum Kultury, tych nieużytkowych. Zawiadomiono o tym wykonawcę, a on wykonał odwierty, żeby zobaczyć, jak ten napływ wygląda. Niestety z tego, co mi wiadomo, napływ wody zaczął się powiększać. Potem były wybory, więc trudno było mi w tym czasie podejmować jakieś decyzje. Teraz nowa władza zamiast się wziąć za robotę i natychmiast podjąć działania związane z likwidacją tego stanu, robi nagonkę poprzez konferencję i próbuje obarczać mnie odpowiedzialnością – zaznacza Ligęza.
Były włodarz Bobowej przekonuje, że w przypadku samorządu inwestor odpowiada tylko za procedurę związaną z rozliczeniem merytorycznych pracowników, którzy reprezentują urząd, uczestniczą w radach budowy. Jak mówi, w przypadku Miejskiego Centrum Kultury było to robione z zaangażowaniem.
– Nie mamy sobie nic do zarzucenia. Natomiast zamiast rozwiązywania problemów teraz jest szczucie, a przecież byli kierownicy budowy, bo aż dwie firmy tutaj działały, inspektorzy nadzoru, branżyści i oni jako specjaliści mogą przypuszczać, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Po to się startuje do wyborów, żeby te kwestie rozwiązywać i tak powinno być zrobione w przypadku Bobowej, a jest kierowanie się półprawdami i jakieś insynuacje. Rozważam ewentualne działania związane z procedurami prawnymi w stosunku do nowych władz i wszystkich osób, które to nakręcają, bo nie mogę pozwolić na szarganie mojego imienia – zapowiada Wacław Ligęza.
Kąpielisko
Kolejną inwestycją, o jakiej mówiły nowe władze Bobowej, jest budowa otwartego kąpieliska. Prace miały być dofinansowane z programu Interreg kwotą ponad 2 milionów złotych. Jednak w trakcie prowadzonych robót okazało się, że wniosek o wsparcie finansowe został odrzucony.
– Na ten cel zostawione zostało prawie 7 milionów złotych. Projekt podzieliliśmy na trzy części, żeby na tą trzecią część, czyli związaną typowo z rekreacją, można się było starać o dofinansowanie w ramach programu Interreg Polska – Słowacja w wysokości nieco ponad 2 milionów złotych. Miasto Stropkov, które tutaj z nami współpracowało, nie doręczyło stosownego dokumentu i okazało się, że ten projekt nie uzyskał dofinansowania, bo za późno to zostało złożone – opisuje Wacław Ligęza.
Były burmistrz nie uważa jednak, by brak tej konkretnej dotacji był dużym problemem. Jego zdaniem o środki można się ponownie starać podczas kolejnego naboru, który będzie we wrześniu lub październiku.
– Natomiast nasza gmina została pozostawiona w takim stanie finansowym, z nadwyżką budżetową, bez kredytu komercyjnego, że bez niczego też można było to zadanie wykonać. To wszystko to szukanie dziury w całym i moim zdaniem po prostu nieudolność rządzących, którzy nie potrafią zabiegać skutecznie o środki z różnych innych źródeł, a takie możliwości są. Gdybym ja dalej był burmistrzem, oczywiście wiedziałbym, co należy zrobić i nie byłoby tutaj żadnego problemu. Każdy się liczy z tym, że się zakasuje rękawy i bierze się do roboty, a tutaj się próbuje utyskiwać i użalać. Może środki są potrzebne na etaty, których już przybyło wiele i to będzie z pewnością generować ogromne koszty, w porównaniu do tego, co należałoby do inwestycji włożyć – zastanawia się Ligęza.
Podkreśla też, że kąpielisko w Bobowej może być w przyszłości dochodowe, ale trzeba o to odpowiednio zadbać. Gdyby nawet udało się uzyskać dofinansowanie z programu Interreg, to jego warunki pozwalają na pobieranie opłat za korzystanie z obiektu.
Szkoła w Stróżnej
Wacław Ligęza nie widzi też powodu, dla którego miałby rozwiązywać za swojej kadencji umowę z wykonawcą, który prowadzi budowę sali gimnastycznej przy Szkole Podstawowej w miejscowości Stróżna. To, że tego nie zrobił, to kolejny zarzut, jaki przedstawiają nowe władze Bobowej. Były burmistrz wyjaśnia natomiast, że wykonawcy wypłacono częściową transzę wynagrodzenia, ponieważ wykonał część robót zgodnie z harmonogramem i w ubiegłym roku nie było żadnych podstaw do rozwiązania z nim umowy.
– To, że zaczął później wykonywać pracę, to jest przecież sprawa wykonawcy. Skoro się pojawiły problemy w tym roku, to co robił pan Wąs i pan Janota od maja, że do tej pory nie podjęli takiego rygorystycznego działania wobec wykonawcy? To jest w ogóle niezrozumiałe. To po prostu przejaw bezsilności i całkowitego niezrozumienia tematu i próba zamiatania pod dywan swojej nieudolności. W samorządzie nie ma możliwości przestojów, tylko trzeba po prostu działać, reagować na to wszystko, co się dzieje. Inwestycje trwają, zabezpieczone jest finansowanie. Proszę bardzo, niech podejmują działania. Mają wszystkie instrumenty w ręku: kary umowne, wpłacone wadium. A zaawansowanie budowy jest na poziomie ponad 90% z tego, jakie informacje uzyskałem, więc o co się rozchodzi? Po prostu nagonka i jeszcze raz nagonka – twierdzi Ligęza.
Szkoła Muzyczna
Jeśli chodzi o wybraną ziemię z piwnic siedziby Szkoły Muzycznej w Bobowej, które to działanie według nowych władz miasta może spowodować katastrofę budowlaną, były burmistrz podkreśla, że nigdy nie udzielał zgody na wykonanie takich prac. W zabytkowym budynku prowadzony był kolejny etap modernizacji.
– Chodziło tutaj o fasadę tego budynku, o odwodnienie i izolację fundamentów, dalszy remont wnętrza obiektu, kompleksowy remont tarasu. Na ten cel pozyskane zostało, z tego co pamiętam, chyba około półtora miliona złotych i te wszystkie prace zostały zrobione zgodnie z planem, na to był projekt, pozwolenie. Do tego była adaptacja jeszcze jednego pomieszczenia właśnie w piwnicy – informuje Wacław Ligęza.
Jak dodaje, sala miałaby być przeznaczona na przykład dla grupy rycerskiej, która działa w Bobowej – 46. Chorągwi Zygmunta Gryfity, jako miejsce historycznie nawiązujące kultywowanej przez grupę tradycji.
– Byłem tam jeden raz w życiu, zobaczyć tę salę, to właśnie ta pierwsza, która jest odkryta cała i była częściowo remontowana. Poinformowano mnie wówczas, że były wykonane jakieś prace związane z usunięciem jakiejś części ziemi, żeby można było kiedyś ewentualnie wykonać projekty związane z adaptacją dalszych piwnic. Nie mam pojęcia, ile tej ziemi tam było, czy to było 20 cm, czy więcej czy mniej. Trudno mi się do tego odnieść, ponieważ nie wydałem żadnego pozwolenia na taką działalność bez dokumentacji. Przecież nie można zlecić czegoś, gdy nie ma zabezpieczenia w planie finansowym, nie ma uzgodnienia wydatku z radą miejską – zapewnia były burmistrz Bobowej.
fot. Kinga Nikiel Bielak, Wacław Ligęza






















































































































































































































































