Tomasz Bałdys dla DTS24: trudno przymykać oko na kłamstwa [ROZMOWA]

Tomasz Bałdys dla DTS24: trudno przymykać oko na kłamstwa [ROZMOWA]

Sandecja przygotowuje się do rozpoczęcia nowego sezonu w III lidze. Spadek na tak niski poziom rozgrywek, to tylko jeden z problemów klubu, wokół którego panuje bardzo zła atmosfera. W przestrzeni publicznej przewija się wiele kontrowersyjnych tematów i sytuacji, o które zapytaliśmy prezesa Tomasza Bałdysa.

Zacznijmy od pozytywnej kwestii, bo jednak przez sporo negatywnych będziemy musieli przebrnąć. Dobrą informacją jest powrót Sandecji do gry na stadionie w Nowym Sączu, jak do tego doszło?

Tomasz Bałdys: Wystąpiliśmy do komisji licencyjnej PZPN-u o weryfikację stadionu przy Kilińskiego. Ten proces polegał na tym, że musieliśmy spełnić szereg wymogów, jakie nam narzucono. Między innymi postawiliśmy miasteczko kontenerowe, zaakceptowano stworzony przez nas plan sytuacyjny i scenariusz organizacji dnia meczowego. To wszystko przeszło weryfikację ze strony stosownych komisji rozgrywek PZPN, które nie tylko zweryfikowały dokumenty, ale też wizytowały stadion. Otrzymaliśmy pozytywną decyzję i co ważne, było to w pierwszym terminie. To trzeba podkreślić, ponieważ oznacza to spełnienie przez nas wszystkich wymagań i dzięki temu dostaliśmy licencję. Oczywiście z nadzorem infrastrukturalnym, ale to jest zupełnie normalne w takim przypadku jak nasz. Najważniejszy jest powrót do gry w Nowym Sączu i zakończenie tego okresu gry na wyjazdach.

Dlaczego nie udało się tego zrobić wcześniej?

– Oczywiście takie pytania, czy też nawet pretensje do nas pojawiają się w przestrzeni publicznej. Musimy jednak pamiętać, jakie były okoliczności. Stadion cały czas jest w budowie, ona postępuje etapami i od tego uzależnione były nasze ruchy. Kiedy pojawiła się taka możliwość, aby postarać się o występy na stadionie przy ulicy Kilińskiego, to niezwłocznie z niej skorzystaliśmy. Jak widać, zrobiliśmy to skutecznie. To, jak powtarzam jest wariant tymczasowy i mocno ukierunkowany na przyszłość tym, co będzie działo się przy budowie stadionu.

Wariant tymczasowy, ale mówimy o nim dopiero dzisiaj, kiedy udało się go zastosować. Dlaczego nie zastosowano tego rozwiązania wcześniej?

– Klub w ostatnich latach, jeszcze przed moim przyjściem, działał mając na uwadze harmonogram prac na obiekcie. To on był bardzo ważny w kontekście starania się o konkretne licencje. Nikt nie przewidział tego, że nagle wykonawca zejdzie z placu budowy i wyniknie z tego duże zamieszanie. Skomplikowało się wiele spraw, dlatego na przykład starając się o licencję na rundę wiosenną, nie mieliśmy innego wyjścia. Dostaliśmy wówczas licencję na konkretny stadion i sezon zgodnie z tym skończyliśmy na wyjazdach. Warto pamiętać, że pewne decyzje są wiążące na całą rundę i nie zawsze możliwe są po prostu dynamiczne zmiany w trakcie trwania rozgrywek piłkarskich danej ligi. Są pewne umowy i zobowiązania, a za ich nieprzestrzeganie są nakładane kary na klub.

W międzyczasie pojawił się pomysł gry na stadionie w Barcicach. Jakie były kulisy tej sprawy i dlaczego nie doszło do jego realizacji?

– Przez chwilę pojawił się taki pomysł. Prowadziliśmy nawet rozmowy, ale było zbyt mało czasu i zbyt wiele kwestii organizacyjnych. Przede wszystkim ważnym aspektem były również koszty, a zakładając wszystkie, jakie miałyby występować przy grze w Barcicach, to były one zbyt wysokie. Ponadto zainwestowalibyśmy w obiekt innej gminy sporo pieniędzy, co też nie było dobrym rozwiązaniem.

Co konkretnie trzeba było zrobić, żeby Sandecja grała w Barcicach?

– Przede wszystkim chodziło o dostosowanie obiektu w krótkim czasie. Na przykład trzeba było wycinać drzewa, o czym zresztą wspominałem kiedyś w wywiadzie. Żeby to zrobić, trzeba było uzyskać wszystkie wymagane pozwolenia, a dopiero później zabierać się za ich usuwanie. Następnie dochodziły sprawy jednego ze słupów wraz z kablami i przesunięcia go w inne miejsce. Ponadto na nas spoczywałoby postawienie ogrodzenia wokół boiska, trybun oraz dostosowanie tych, które już się tam znajdowały.

Generalnie Sandecja, jako klub miejski, musiałaby inwestować w środki trwałe obiektu na terytorium innej gminy. To też nie jest przecież zgodne z przepisami. Zmodernizowalibyśmy operatorowi obiektu jego własność, a on wobec nas nie miałby właściwie żadnych obowiązków.

W jakiej wysokości to były koszty?

– Całość kosztów dostosowania obiektu, obsługi meczowej i opłat to około pół miliona złotych.

Bardzo dużo uwagi poświęca się w opinii publicznej finansowaniu klubu. Przewija się notorycznie sprawa rozdysponowania dziesięciu milionów od miasta.

– Wiele komentarzy jest w tej sprawie, które powielają kwotę dziesięciu milionów. Mało kto zauważa, że to była suma roczna. Podzielona właściwie na dwa półrocza, z których jedno klub spędził w pierwszej lidze, a drugie – o poziom niżej. To oczywiste, że koszty funkcjonowania klubu były wówczas inne, a przypisuje się teraz dziesięć milionów wydatkowane już po spadku. To nie jest prawda. Wdrożony został plan restrukturyzacji, czyli najprościej mówiąc obniżyliśmy koszty funkcjonowania. Niższa liga to inne realia. Nikt nie zakładał spadku z drugiej ligi, więc robiliśmy wszystko, aby się utrzymać. Nie udało się, więc trzeba było przystąpić do zmian w kwestiach finansowych. Inne wysokości kontraktów z nowymi zawodnikami czy też pożegnanie się z dotychczasowymi. Szukaliśmy oszczędności również w pozostałych aspektach działania klubu. Tam gdzie się dało, obniżyliśmy koszty.

Mówi się, że wprowadzone w klubie oszczędności są nieracjonalne.

– Właściciel klubu – miasto – oczekiwał od zarządu obniżenia kosztów po spadku. Takie postawione zostało przed nami zadanie, aby wprowadzić plan oszczędnościowy i restrukturyzacyjny. Nie jest to ani łatwe, ani przyjemne. Wiadomym jest, że największą część prowadzenia klubu, czy po prostu działalności nawet pozasportowej, stanowią koszty osobowe. To było nasze największe obciążenie, więc z pewnymi osobami musieliśmy się rozstać. Próbuje się mnie w mediach pokazać, jako prezesa zwalniającego z uśmiechem, albo wręcz cieszącego się ze zwolnień. Tak nie jest. To zawsze jest trudny moment. Budżet musi być obecnie skrojony na realia trzecioligowego klubu. Obniżamy koszty meczowe, wyjazdowe, a także szukamy oszczędności tam, gdzie to jest możliwe. W dwa lata schodzimy z realiów pierwszej ligi, na te trzecioligowe. To jest naprawdę duży przeskok, stąd dużo cięć.

A jednak pojawiają się zarzuty, że tniecie koszty nie tam, gdzie trzeba…

– Po pierwsze, najwięcej zarabiają zawsze zawodnicy w klubie. Z nimi jest inaczej niż ze zwykłą umową o pracę, czy umową zlecenia, którą można po prostu wypowiedzieć. Piłkarz jest dobrze chroniony i żadnego z nich nie możemy zwolnić ot tak. Potrzeba woli obu stron. Poza tym pozyskanie nowych zawodników generuje kolejne koszty, bo dochodzą do tego opłaty transferowe. Nie są to łatwe kwestie. Czasami bilans pozbywania się piłkarzy i sprowadzania nowych może wyjść właściwie na to samo.

Co do spraw osobowych, to podnoszona jest często kwestia zwolnienia kitmana, który od lat związany był z klubem. W tym temacie pojawia się sporo zarzutów.

– Na ten moment można jasno powiedzieć, że to nie tyle było rozstanie z osobą, co po prostu likwidacja tej funkcji. Nie znam klubu w trzeciej lidze, który ma u siebie kitmana. Zazwyczaj zajmuje się tym kierownik drużyny, a my po prostu w realiach trzeciej ligi nie potrzebowaliśmy takiego człowieka. Powtarzam, że nie chodziło tutaj personalnie o konkretnego człowieka, tylko o funkcję i obowiązki. Nie wykluczam, że jeśli realia się zmienią i będziemy mogli sobie na to pozwolić, to jesteśmy otwarci na powrót do klubu pana Pawła. Nie wiem na ten moment, co w tej kwestii przyniesie przyszłość.

Mówi się, że są w klubie ludzie bardziej zasługujący na zwolnienie niż wspomniany już kitman i wymienia się osobę zajmującą się marketingiem.

– Niektórzy myślą, że marketing to są tylko konkursy, maskotki i plakaty. Marketing to jest przecież przynoszenie do klubu pieniędzy. Stworzenie strategii, która powstała z myślą o przyszłych działaniach. Oferty handlowe, działania wizerunkowe, polityka medialna, plany związane ze zbliżającym się otwarciem stadionu. Przecież to stworzy nowe możliwości. To wszystko wymaga czasu, spójności i konsekwencji w działaniu.

Kiedy ruszymy z tym wszystkim na nowym stadionie, nie będziemy brać osób z łapanki, tylko będziemy mieli ludzi, którzy są w klubie jakiś czas. Znają realia funkcjonowania i mają doświadczenie w tym temacie i na taką okoliczność. Takie osoby są właśnie potrzebne, dlatego zastosowaliśmy taką, a nie inną politykę.

Czyli ten plan restrukturyzacji kosztów jest najlepszy z obecnie możliwych?

– Opinia publiczna jest kształtowana w ten sposób, że to są złe cięcia. Cięcia, które są robione, są konieczne. Nie można utrzymać wszystkich rzeczy na raz. Nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Jesteśmy atakowani za wysokie koszty działalności w ostatnich latach, a kiedy je tniemy, pojawia się niezadowolenie. Z pewnych rzeczy trzeba rezygnować. Czasem trzeba zrobić krok w tył, aby później zrobić dwa kroki do przodu. Nie zgodzę się z zarzutami, że restrukturyzacja, której dokonujemy jest niepotrzebna. Ja mam liczby przed sobą. Wiem ile klub kosztuje i gdzie można te oszczędności wprowadzić. Dlatego je wprowadzam. Nie jest to łatwe i przyjemne, ale trzeba rządzić twardą ręką i nie bać się pewnych decyzji, co  robię. Sukcesywnie wdrażam plan modernizacji klubu, restrukturyzacji, obniżenia kosztów.

Nie da się ukryć, że te decyzje wywołują negatywne komentarze. Jesteście za nie krytykowani. Jak Pan się do tego odniesie?

– Decyzje związane z dużym cięciem kosztów, decyzje personalne, to są decyzje niepopularne, stąd też niezadowolenie. Trzeba powiedzieć jasno, że nikt nigdy nie jest zadowolony, jak koszty są cięte. Zawsze są ofiary cięcia kosztów. Ludzie łatwo przyzwyczajają się do dobrego. Można powiedzieć do czasu prosperity, a te czasy prosperity na razie się tu skończyły i trzeba dopiero sobie zapracować, żeby one wróciły. Więc jest to, mam nadzieję, etap przejściowy.

Pożegnania następują też z zawodnikami, których zatrudniliście w zimie. Są to więc pomyłki, czy też błędy popełnione stosunkowo niedawno.

– Oczywiście nie wszystko nam się udało, gdyby tak było, to mielibyśmy inne okoliczności. Trzeba przyznać, że transferowe okienko zimowe jest najtrudniejszym do pracy. Kogo się dostaje wtedy na rynku transferowym? Zawodników, których nie chcą inne kluby z jakichś powodów. Zazwyczaj jest to forma sportowa, więc to nie jest tak, że łatwo wtedy robić transfery.

Myślę, że większość tych transferów, która została zrobiona w zimie się obroniła po prostu swoją grą. Przypominam, że był tu napastnik przez wiele miesięcy, który zdobył jedną bramkę. A później Rafał Wolsztyński w mniejszej ilości meczów więcej razy asystował i strzelił więcej goli. To był raczej na plus transfer. Nie da się wszystkich decyzji łącznie wrzucić do jednego worka, tylko należałoby każdą analizować z osobna.

Wrócę do tego, że nie wszystko nam się udało. Oczywiście. Patrząc w przeszłość można stwierdzić, że po spadku z pierwszej ligi pożegnano niemal całą drużynę, a budowa jej na nowo nie przyniosła oczekiwanego skutku. Może trzeba było wtedy zatrzymać więcej zawodników, tak jak robimy to obecnie po degradacji na kolejny poziom? Spadek zawsze niszczy zespół, nie ważne o jakim poziomie mówimy. Trudno mieć w takim czasie pewność, że podejmuje się tylko dobre decyzje. Trzeba zaryzykować.

Można by mówić znowu o stadionie, o kalendarzu rozgrywek czy zdrowiu jednego, albo drugiego zawodnika. Tak samo jest z formą. Nie wszystko się nam udało, ale wyciągamy wnioski i patrzymy w przyszłość. Przed nami za chwilę jest nowy sezon.

Dlaczego zlikwidowana została druga drużyna?

– My obecnie znajdujemy się na tym poziomie rozgrywek na jakim grywają rezerwy. Rezerwy są w piątej lidze obecnie. Trudno będąc zespołem 3-ligowym jeszcze utrzymywać swoje zaplecze. Jeśli się komuś wydaje, że to jest właściwie darmowe, to jest w błędzie. Mecze, wyjazdy, cała logistyka kosztuje. Piłkarze na tym poziomie również nie występują za darmo, a każdy właściwie pobiera pensję. Jak liczymy to wszystko, to daje nam koszty, a te koszty teraz przecież ograniczamy. Niestety takie mamy teraz realia.

Argumentem podnoszonym przeciwko jest to, że miała tam szansę ogrywać się młodzież, która przecież kiedyś ma stanowić o sile pierwszej drużyny.

– Młodzież powinna występować w rozgrywkach juniorskich i tam dążyć do wywalczenia udziału w prestiżowych zmaganiach jakie są rozgrywki CLJ. To jest dla nich możliwość sprawdzenia się na tle mocnych klubów z całej Polski, grania na wysokiej klasy boiskach. Mówi się, że właśnie CLJ nawiązują poziomem do IV ligi. Wyróżniający się młodzi piłkarze są oczywiście włączani do pierwszego zespołu. CLJ to reklama dla akademii, to szansa dla tych zawodników, ale też ważny aspekt dla całej Sandecji. Dlatego celem postawionym przed nowymi trenerami jest powrót do rozgrywek CLJ.

Akademię Sandecja również dotknęły zmiany personalne. Dlaczego?

– Oczywiście, że są zmiany. Podobnie jak w przypadku całego klubu musimy schodzić z kosztów, a po drugie zespoły występujące w CLJ z tych rozgrywek odpadły. Obie te sprawy składają się na to, że trenerom zaproponowaliśmy obniżkę pensji. Dlaczego od szkoleniowców pierwszego zespołu oczekujemy dymisji, czy zerwania kontraktu, a w przypadku tych juniorskich mamy wszystko zostawić na tym samym poziomie. Powtarzam, że zmieniły się realia w jakich funkcjonuje Sandecja, więc zmienia się wiele aspektów. Podnosi się też sprawę zlikwidowania drugiego zespołu w jednym roczniku juniorskim. To nastąpiło również po rozmowie z trenerami, przekalkulowaniu ilu tam jest zawodników i na jakim poziomie. Nie ma sensu generować kosztów sztucznym mnożeniem drużyn, kiedy możemy to inaczej rozkładać, ale korzystnie finansowo.

Powrócę tutaj do tego co mówiłem wcześniej, że ludzie których te cięcia dotyczą zawsze będą niezadowoleni. Przekazują to dalej i rodzi się taka negatywna narracja często od ludzi, którzy nie do końca wiedzą o czym mówią lub piszą. Cała ta struktura akademii musi być jak piramida, że im wyżej tym większa selekcja. To wszystko zmierza do pierwszej drużyny, która jest na szczycie tej budowli, a do tej pory była sztucznie rozszerzana u czubka. Sandecja ma szkolić na poziom centralny, a nie trzymać zawodników nierokujących. Podam przykład, kiedy przychodziłem do klubu w szeregach drugiej drużyny mieliśmy właśnie takiego piłkarza, który dodatkowo był najdroższy w utrzymaniu. Przede wszystkim był bez perspektyw na grę w pierwszej drużynie. Po rozmowie z zawodnikiem kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron.

Pierwsza drużyna ma teraz swoje nowe rozdanie. Skąd pomysł żeby właśnie takiego trenera zatrudnić i w ten sposób przygotowywać się do sezonu?

– Jest to trener młodego pokolenia, ma bardzo dobre opinie, był też bardzo dobrym piłkarzem, a nawet grywał w reprezentacji Polski. Pozyskaliśmy jego ocenę w środowisku i jest to człowiek, z którym można współpracować. Osiągnął w dotychczasowych zespołach wynik ponad stan i to nie jest tylko moje zdanie, ale ludzi związanych z piłką nożną. Poza tym, co jest głównym atutem zna realia trzeciej ligi. Tą ligę naprawdę trzeba znać, bo to jest specyficzna i wcale nie powiedziałbym, że łatwiejsza niż walka o utrzymanie w drugiej. Łatwiej jest spaść niż wejść ponownie. To jest główny cel, jaki został postawiony przed trenerem, a jest nim awans w tym sezonie do drugiej ligi.

Kto teraz odpowiada za transfery, bo nie ma dyrektora sportowego?

– Za strony sportowej trener musi zaakceptować każdy transfer. Rozmawiamy w tych kwestiach, proponuję szkoleniowcowi różne rozwiązania, ale ostateczna decyzja sportowa należy do niego. Żaden zawodnik nie jest mu narzucany. Ja wiem w jakich ramach finansowych możemy się obracać i jestem po to, żeby tego pilnować. Na ten moment dobrze nam się to układa. Trener jest dynamicznym człowiekiem, który ma własne kontakty. Porusza się swobodnie po środowisku i jest aktywny, pełen inicjatywy, ma duży przegląd zawodników, zna piłkarzy i to również jest jego atut. Siadamy więc i rozmawiamy, na które pozycje szukamy wzmocnień. Tak to w tym momencie u nas wygląda.

W ostatnim czasie byliście krytykowani również za milczenie. Narzekano, że zbyt trudno jest dostać informacje o tym, co dzieje się w klubie.

– Jest sporo negatywnego przekazu, ale należy odróżnić krytykę od atakowania, a nawet szkalowania. Jak to jest, że ktoś kto bardzo chce w nas uderzyć, nie zadaje sobie trudu, aby zasięgnąć naszej opinii czy jakiegoś wyjaśnienia. Gdzie zasada o dopuszczeniu do głosu obu stron danego problemu? Nie ma, bo jeśli ktoś z góry tworzy przekaz mając własną tezę i nie dopuszcza do siebie argumentów, to tylko świadczy o tym, jakie są jego intencje. To już właściwie nie jest wtedy krytyka, tylko hejt. Szczególnie jedna z atakujących nas osób (można powiedzieć jestem ulubieńcem jej ataków), insynuuje układ i nieprawidłowości. Nazywa to co się dzieje wokół Sandecji spiskiem, czy kolesiostwem. Dodatkowo wzywa do bojkotu klubu przez sponsorów, co jest nawoływaniem do działania na szkodę spółki, ale na szczęście poważny sponsor jakim jest pan Szubryt nie odpowiedział na ten apel. Tylko czy ta osoba spojrzała w lustro i zastanowiła się jaką ma przeszłość? W moim mniemaniu zarzucanie nam pewnych rzeczy, w kontekście tego co ten człowiek ma na sumieniu w aspekcie prawnym, to jest jakiś absurd. Niektórzy z atakujących nas nie kryją się nawet z tym, że jest to realizacja ich interesów, albo próba wpasowania się w interesy innych ludzi. Tutaj pojawiają się już nawet nie insynuacje, a wręcz kłamstwa, dość proste do weryfikacji. Czy ktoś sprawdził powielane tezy, że chodziłem do jednej klasy z przewodniczącym Rady Nadzorczej? Jesteśmy z innych miast, studiowaliśmy co innego. Przecież wystarczyło trochę zaangażowania i można to było zweryfikować. Jednak do kreowania rzeczywistości komuś taka właśnie narracja była na rękę. Ktoś w złej wierze wymyśla bzdurę, powiela ją, a inni w to wierzą.

A jednak niewiele było ostatnio informacji, które klub kierował na zewnątrz. Dlaczego?

– Wiele czynników złożyło się na to, że w tym czy innym momencie nie było przekazu. Najczęściej były one niezależne od nas, bo różnie przecież przy jakichś negocjacjach, rozstaniach czy zatrudnianiu się zdarza. Są czasami problemy organizacyjno-prawne, czy kwestie czysto ludzie. Oczywiście popełniliśmy błędy, bo tego nie da się uniknąć. Jednak jeśli ktoś, a zwłaszcza dziennikarze, chcą zasięgnąć informacji, to jest biuro prasowe, mamy rzecznika. Niech się teraz każdy z krytykujących zastanowi ile razy podjął w jakiejś sprawie próbę kontaktu. Jeszcze raz  powtórzę: czym innym jest krytykować nas za błędy, a czym innym atakować personalne przedstawicieli klubu, Rady Nadzorczej, władz miasta i każdego, kto nie pasuje do narracji. Ktoś sobie wziął za cel niszczenie nas, a więc stosuje różnego rodzaju metody żeby się to udało. Czy to ma związek z zasadami etyki dyskusji, polemiki czy wręcz zasadami dziennikarstwa? Nie. Jest zwykły hejt. Prawdopodobnie służący do osiągnięcia własnych korzyści. Rozumiem osoby, które są złe, bo mają do tego klubu wieloletni sentyment, a przecież są tacy wśród dziennikarzy. Są też tacy, którzy chcą rozliczać każdą wydaną w mieście złotówkę. Oczywiście mają do tego prawo. Trudno jednak przymykać oko na kłamstwa, stąd też zostaną podjęte pewne kroki prawne.

Czyli te sugestie, jakoby utrudniacie sprzedaż i rozwój klubu to właśnie hejt?

– Nie mamy narzędzi, aby blokować komukolwiek zakup akcji klubu. Przecież ta decyzja nie należy do nas formalnie, a nawet nie mamy wpływu na ten proces. Pojawiają się sugestie, że odstraszamy sponsorów. Słyszałem w przestrzeni publicznej, że rzekomo zrezygnował jakiś potencjalny sponsor z branży rozrywkowej. W ogóle takiego tematu nie było, a ktoś sobie na tym buduje hejt przedstawiając kłamstwa czy wymysły. Jak w kontekście tych wszystkich słów, ataków na nas ma się sprawa rzekomego blokowania pana Szubryta w sytuacji, gdy umowa sponsorska z firmą Szubryt została przedłużona o kolejny sezon? Niech wszyscy zastanowią się na chłodno, czy tak poważna persona jaką jest pan Szubryt zdecydowałby się na taki krok w sytuacji, gdyby ludzie związani z klubem w jakiś sposób go blokowali? Co będzie ze sprzedażą klubu, to już sprawa leżąca w rękach władz miasta Nowego Sącza. Jeśli będzie nowy właściciel, jego prawem jest zmienić zarząd klubu, co jest zupełnie rzeczą normalną, do tego jednak czasu będę kontynuował proces modernizacji klubu.

Rozmawiał Michał Śmierciak

Czytaj także: Łukasz Mierzejewski: potrzebujemy realnych wzmocnień [FILM]

Tomasz Bałdys pochodzi z Krakowa. Przez wiele lat był pracownikiem Działu Sportowego z MKS Cracovia SSA, gdzie odpowiadał za transfery, kontrakty oraz uprawnianie zawodników piłki nożnej i hokeja na lodzie. Ponadto Zarządzał Akademią Piłkarską i Hokejową. Tomasz Bałdys to absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Uniwersytetu w Lozannie (UEFA Certificate in Football Management). Na swoim koncie ma także wiele ukończonych kursów m.in.: kurs skautingowy IPSO Level 1, szkolenie dyrektorów sportowych „Master Class” (zarządzanie klubem piłkarskim) czy kurs pozyskiwania funduszy unijnych. W przeszłości pracował jako oficer łącznikowy pomiędzy UEFA i Reprezentacją Anglii, Delegat Meczowy MZPN, a obecnie jest członkiem Zarządu Małopolskiego Związku Piłki Nożnej i członkiem Komisji ds. Rozgrywek i Piłkarstwa Profesjonalnego PZPN – info Sandecja Nowy Sącz

 

Filmoteka dts24

217 Videos