Władca przestworzy, czyli pean dla Michaela Jordana*

Władca przestworzy, czyli pean dla Michaela Jordana*

W opinii wielu kibiców wcale nie Pele i Maradona, nie Muhammad Ali, Eddy Merckx, Usain Bolt czy Michael Phelps, lecz to Michael „Air” JORDAN był najlepszym sportowcem wszech czasów.

Miano Lord of the Skies – Władca Przestworzy uzasadnił prof. Douglas Kirkpatrick z American Institute of Aeronautics and Astronautics: „Jordan za sprawą potęgi mięśni przemógł siłę ciążenia, osiągając niższe pułapy orbit ziemskich”. Wtórował legendarny koszykarz Bob Cousy: „Wybija się w powietrze, zawisa, aby wychylić filiżankę kawy, spogląda z góry na to, co robią rywale, a kiedy opadają na ziemię – on dopiero pakuje piłkę do kosza”. Nic przeto dziwnego, że tytułowano go Air – Powietrze i His Airness – Jego Powietrzność.

Bestia zdolna do wszystkiego

Ojciec James, mający senegalskich przodków, urządził przy domu boisko do koszykówki. Starszym braciom Jamesowi Ronaldowi i Larry’emu młokos bardzo szybko wybił z głowy grę przeciwko sobie. Z powodu niezwykłej koordynacji ruchów (nazywano go baletmistrzem) i niespotykanej skoczności (mówiono, że ma reaktor atomowy w nogach) rówieśnicy nadali mu przydomek Flying Mike. Najbardziej wyszukane zagrania wykonywał z kuglarską zręcznością. Dorośli uważali za zaszczyt grę z tym smarkaczem.

Jako bestia zdolna do wszystkiego, natychmiast trafił do reprezentacji szkoły. Wybrał sobie wtedy numer 23. Momentalnie poprawił wszystkie rekordy placówki. Został najmłodszym kapitanem drużyny w historii szkolnej koszykówki w USA. Gimnazjalny trener Clifton Herring wystawił mu następującą cenzurkę: „Nie byłem w stanie niczego go nauczyć. Był doskonały w każdym calu. Oddaję ci – mówił do trenera drużyny uniwersytetu stanowego Karoliny Płn. Deana Smitha – najwspanialszą perłę, jaką kiedykolwiek widziałem i o jakiej marzyłem całe życie”.

W sezonie 1981/82 MJ doprowadził zespół uczelniany do finału NCAA z ekipą stołecznego uniwersytetu Georgetown. W obecności 61 612 widzów zgromadzonych w Superdome w Nowym Orleanie, decydującego o zwycięstwie buzzer beattera oddał na sekundy przed końcowym gwizdkiem. Po Igrzyskach Panamerykańskich w Caracas ’83 w „The New York Times” napisano: „Gdy on gra, bluźnierstwem jest wybieranie All Stars. On gra za całą piątkę”. Do reprezentacji olimpijskiej na Igrzyska w Los Angeles ’84 powołano go jako pierwszego zawodnika – od razu na kapitana. Amerykanie oczywiście zdobyli złoty medal, pokonując 6 rywali różnicami od 19 do 58 pkt. Finałowy przeciwnik Fernando Martin, który wkrótce miał zostać pierwszym Hiszpanem w NBA, użył superlatywów: „Jordan jest po trzykroć skoczny, bardzo sprytny, bardzo szybki, bardzo, bardzo dobry i jeszcze raz po trzykroć skoczny”.

Bombardowanie z powietrza

Na zawarcie kontraktu zawodowego z Chicago Bulls do wielkiej sali balowej hotelu Hilton przybyło więcej kibiców niż na jakikolwiek mecz Byków w dwóch poprzednich sezonach. Przyjęcie Michaela do drużyny przypominało ceremonię koronacyjną. Wkrótce coach Byków Doug Collins wyraził się: „Mieć Jordana w zespole, to jak posiadać baterię rakiet typu Pershing. Najlepszy jest w ostatnich minutach meczu – wtedy jego mobilizacja osiąga szczyty. W końcówkach zdajemy się na jego bajeczne sztuczki”. Trwał Air Jordan Show, a jego bohater przyciągał widzów jak magnes: w porównaniu z poprzednim sezonem Bulls sprzedali o 87 proc. biletów więcej. Właściciel klubu Jerry Reinsdorf nazwał go „kurą znoszącą złote jaja”. Szacuje się, że przyczynił się do wzrostu widowni całej NBA aż o jedną trzecią.

Jack Nicholson, fanatyczny kibic LA Lakers, aktor, który nie przegapił żadnego ich meczu i nie podpisywał kontraktów, jeśli kolidowały z kalendarzem jego ukochanej drużyny, człowiek, który na planie filmu „Chinatown” pobił się z Romanem Polańskim o to, że reżyser przeszkodził mu w oglądaniu Lakers w telewizji, zatem nawet sam Nicholson opuścił starcie Jeziorowców z Sacramento Kings w 1984 r., aby podziwiać Michaela w spotkaniu z LA Clippers. Wszędzie, gdzie grały Byki z Jordanem padał rekord widowni. Jeśli na mecze z „Magic” Johnsonem czy Larrym Bairdem lokalne „koniki” sprzedawały bilety np. po 100 dolarów, to za łaskę ujrzenia Jordana żądały po 250. W obłowionych na ropie naftowej Dallas czy San Antonio płacono więcej niż za bilety na rodeo, które w Teksasie nie miało dotąd konkurencji.

W sezonie 1987/88 (…)

Cały tekst Ireneusza Pawlika przeczytasz za darmo w specjalnym wydaniu DTS dostępnym pod linkiem:

Fot. Wikipedia

Filmoteka dts24

194 Videos