Nasze typy na olimpijskie medale dla Polski w Paryżu

Nasze typy na olimpijskie medale dla Polski w Paryżu

Najwięksi optymiści prognozują, że reprezentacja Polski zdobędzie na letnich igrzyskach w Paryżu 14-15 medali, lepiej poinformowani będą usatysfakcjonowani, jeśli uda się wywalczyć chociaż 10. Przyznamy, że nam bliżej do tych drugich, co nie znaczy, że bronimy się przed licytowaniem na wyższym poziomie, o czym świadczy trzeci rozdział tego tekstu.

Potencjalne olimpijskie zdobycze dla Polski podzieliliśmy na trzy kategorie. Do pierwszej zakwalifikowaliśmy pięć postaci lub drużyn z największymi szansami, to wręcz pewniaki do medali. W drugiej znalazła się piątka, która jest bardzo blisko podium, a w najgorszym razie uplasuje się tuż za nim. Wreszcie trzecia grupa z nazwiskami sportowców, których sukcesy będą tyleż spodziewane, co nieco mniej realne. Na szczęście może zdarzyć się i tak, że medal zdobędzie ktoś w ogóle tu nie wymieniony. Czego sobie i Państwu gorąco życzymy.

Pierwsza piątka

Zaczynamy od turniejów, w których przeżywaliśmy dotychczas same rozczarowania. Za takowe należy bowiem uznać występy w Tokio Igi Świątek i Huberta Hurkacza, a jeśli cofniemy się o kolejne lata, do występów sióstr Radwańskich i Łukasza Kubota oraz deblistów Michała Przysiężnego i Mariusza Fyrstenberga, to okaże się, że można mówić już o pewnego rodzaju tenisowej traumie.

Największy zawód spotkał nas ze strony Agnieszki Radwańskiej, bo wobec niej były największe oczekiwania. Już przed turniejem w 2008 roku byli tacy, którzy wróżyli jej złoto, a o prawdziwej porażce można mówić w kontekście rozgrywanych cztery lata później zawodów w Londynie, bo przecież Isia miała tam możliwość rywalizowania na swoich ulubionych, trawiastych kortach Wimbledonu. Tymczasem lepsze wrażenie od chorąży polskiej ekipy zrobiła nawet jej siostra Urszula, która dzielnie stawiła opór niezwyciężonej Serenie Williams.

Analogii z nieudanym występem Agnieszki, skoro Iga Świątek to specjalistka od kortów ziemnych, na których tym razem będą gościć tenisistki, nie należy nadmiernie rozbudowywać, bo choć Radwańska, przystępując do walki o medal w Londynie też była zawodniczką światowej czołówki, to jednak jej dorobek i szanse były nieporównanie mniejsze niż te, które są teraz po stronie Świątek.

Oto bowiem raszynianka zagra o medal jako czterokrotna mistrzyni Rolanda Garrosa (sic!), zwyciężczyni kilku innych wielkich imprez na kortach ziemnych i niekwestionowana liderka rankingu WTA, która w trwającym sezonie rozbija rywalki w pył. Na drodze Igi stanąć może jedynie uraz lub wyjątkowo zły dzień, w każdym innym wypadku będzie absolutną faworytką bez względu na to, czy po drugiej stronie siatki stanie Coco Gauff, Jelena Rybakina, czy jakakolwiek inna tenisistka TOP 10.

Koniecznie trzeba jeszcze dodać, że fakt, iż igrzyska odbywają się raz na cztery lata, wywołuje u zawodniczek dodatkowy stres. To był jeden z powodów, dla których Świątek odpadła w Tokio już w drugiej rundzie. Teraz jest mądrzejsza o kilkadziesiąt kolejnych zwycięstw, co wcale jednak nie oznacza, że będzie na niej ciążyć mniejsza presja.

Specyfiką igrzysk jest także i to, że – w przeciwieństwie do turniejów zawodowego touru – porażka w finale, a nawet w półfinale, nie musi kończyć się niczym. Za drugie i trzecie miejsca też są medale i jeśli popatrzymy na szanse 23-latki w tym kontekście, jej powrót z Paryża bez zdobyczy byłby jedną z największych sensacji olimpijskich zawodów.

To samo będzie można powiedzieć o Wojciechu Nowickim, którego szanse na podium są nawet większe. Przede wszystkim dlatego, że w rzucie młotem można się skoncentrować wyłącznie na własnej dyspozycji, taktyka obrana przez rywali ma trzeciorzędne znaczenie. Wystarczy wykonać najdłuższy rzut – i to jeden jedyny. Prób jest aż sześć, nie raz i nie dwa o sukcesie przesądzał ostatni.

Polak jest gigantem w tej dyscyplinie, dlatego powtórka sprzed roku, gdy w Budapeszcie zdominował rywali w konkursie mistrzostw świata, jest wielce prawdopodobna. Czerwcowe mistrzostwa Europy w Rzymie, w których sięgnął po kolejne złoto (80,95 m) przed Węgrem Bence Halászem, potraktował jako… trening przed igrzyskami.

Trzecia szansa z gatunku największych należy do trenującej pod okiem męża kobiety-pająk, czyli Aleksandry Mirosław. 30-latka z Lublina wspina się po ścianie i robi to niezwykle szybko. Tak szybko, że już u progu sezonu była bliska pobicia własnego rekordu świata. Teraz marzy o tym, by zostać pierwszą kobietą na świecie, która złamie granicę 6 sekund. Dwukrotnej mistrzyni globu zdarzają się potknięcia, jak podczas ubiegłorocznych igrzysk europejskich, gdy uległa tarnowiance Natalii Kałuckiej, lecz warto pamiętać, że przystępowała do tych zawodów z marszu, w ramach przygotowań do sierpniowych mistrzostw świata, w trakcie których zdobyła brąz i jako pierwsza z Polek uzyskała olimpijską nominację.

W gronie największych medalowych nadziei wymieniamy też drużynę siatkarzy. Jej ważnym ogniwem jest sądeczanin Marcin Janusz, dwukrotny triumfator mistrzostw Polski i Ligi Mistrzów, którego ojciec Jacek jest dyrektorem Wydziału Budownictwa Starostwa Powiatowego w Nowym Sączu, a matka Amal prowadzi biuro projektowe w tym mieście. 29-latek równie pewnie czuje się rozgrywając piłkę pod siatką, co w grze… na pianinie. Na parkiecie koncertowo spisuje się także krakowianin Tomasz Fornal, syn byłego reprezentanta Polski Marka Fornala. Podczas ostatniego meczu z Brazylią obaj Małopolanie wraz z całą drużyną pokazali, że nawet w starciu ze światową potęgą potrafią wyjść z wielkich tarapatów obronną ręką. Duża w tym zasługa trenera Nikoli Grbicia, pod wodzą którego Biało-Czerwoni sięgnęli po tytuł mistrzów Europy i brylowali w Lidze Narodów.

W gronie faworytów do złota nie może zabraknąć (…)

Cały tekst przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS – dostępnym za darmo pod linkiem:

Fot. FB, World Athletics

Filmoteka dts24

217 Videos