W połowie czerwca zauważyliśmy internetowy apel, w którym sądecka działaczka społeczna poszukiwała informacji o figurze Jana Nepomucena z kapliczki przy ulicy Lwowskiej. Okazało się, że zniknięcie postaci świętego związane było z remontem. Dzisiaj Nepomucen jest już na swoim miejscu i wszystko wróciło do normy.
Naszą uwagę na ten temat zwróciła wówczas pani Alina Bożyk, która publicznie zapytała o powód zniknięcia postaci wspomnianego świętego. – Uwaga! Czy ktoś wie, co się stało z wizerunkiem się Jana Nepomucena, z kapliczki przy moście na Lwowskiej, przy skręcie do kościoła farnego?. W kapliczce nie ma też obrazu Matki Najświętszej, nawet flakonu na kwiaty, tylko półka została… Właśnie koleżanka dzwoni mi, że w piątek jeszcze był… – napisała w mediach społecznościowych prezeska Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych.
Dziennikarska ciekawość zaprowadziła nas do tego miejsca. Okazało się, że prowadzony jest tam remont. Napotkany fachowiec zajmujący się wówczas malowaniem ścian, zapewnił nas, że postać świętego Jana Nepomucena, a także inne elementy wyposażenia zostały na ten czas zabezpieczone.
Od tamtego momentu minął miesiąc i przechodząc obok kapliczki przy moście na ulicy Lwowskiej można przekonać się, że święty wrócił bezpiecznie na swoje miejsce. Wnętrze zostało odmalowane, a jego wystrój nawiązuje do reprezentacyjnej formy.
Jan Nepomucen, także Jan z Pomuku (ur. między 1340 a 1346 w Pomuku, zmarł 20 marca 1393 w Pradze) – czeski duchowny, kanonik, wikariusz generalny archidiecezji praskiej, męczennik i święty Kościoła katolickiego.
Jest patronem jezuitów, Pragi, spowiedników, szczerej spowiedzi, dobrej sławy i tonących oraz orędownikiem podczas powodzi. Jest także patronem mostów.
Według tradycji ludowej był świętym, który chronił pola i zasiewy przed powodzią, ale również i suszą. Dlatego figury Jana Nepomucena (nepomuki) można spotkać jeszcze dzisiaj przy drogach w sąsiedztwie mostów, rzek, ale również na placach publicznych i kościelnych oraz na skrzyżowaniach dróg. Żródło: Wikipedia
Foto: Michał Śmierciak
Czytaj też: Mistrzowie kierownicy, czyli pod prąd na jednokierunkowej!









































































































































































































































