Trzeba dać dziecku czas i uwagę, powiedzieć, że je kochamy

Trzeba dać dziecku czas i uwagę, powiedzieć, że je kochamy

Rozmowa z Katarzyną Kachel – dziennikarką, współautorką książki „Żyję, czy to mało?”

– Niedawno rozmawiałyśmy o Twojej książce „Wszystkie moje straty”, teraz ukazała się następna. Jak Ty to robisz? Kiedy znajdujesz na to wszystko czas?

– Nie wiem, jak ja to robię, bo taka sytuacja zdarzyła się pierwszy raz w moim życiu. Można by to nazwać przypadkiem, który mam nadzieję nie stanie się regułą. Pod koniec pisania poprzedniej książki zadzwonili do mnie znajomi z Wydawnictwa Filia z zapytaniem, czy zrobię dla nich książkę. Gdy usłyszałam temat, odpowiedziałam, że absolutnie nie, ponieważ obiecałam sobie, że potrzebuję przerwy od tematów ciężkiego kalibru.

Problem w tym, że nie oparłam się i niestety z dziennikarskiej ciekawości zajrzałam do internetu, by poczytać o Marcinie Łokciewiczu, z którym książkę miałam pisać. Tak właśnie wpadłam i nie mogłam już odmówić. Może dlatego, że to tak ważny temat, może dlatego, że do mnie, jako terapeutki oddechu, trafiają dorośli, którzy jako dzieci nie spotkali na swojej drodze pana Marcina i nie zostali właściwie zaopiekowani w swoim bólu i cierpieniu, a może po prostu dlatego, że wierzę w taką robotę, jaką robi Marcin. Ostatecznie powiedziałam więc „tak”. Przyznaję jednak, że tę intensywną i wyczerpującą psychicznie pracę nad obiema książkami potem odchorowałam. Teraz przyrzekam sobie, że kolejna książka będzie o czymś zdecydowanie przyjemniejszym.

– Rozumiem, że wcześniej nie znałaś się z Marcinem Łokciewiczem – Twoim rozmówcą?

– Nie, kompletnie się nie znaliśmy. Małgosia Ochab, która do mnie zadzwoniła z propozycją z wydawnictwa, uznała, że dla przejrzystości książki będzie dobrze, gdy napiszemy ją razem. I że historie byłych pacjentów szpitala psychiatrycznego połączymy z wywiadem z Marcinem. Na szczęście dla mnie, pierwsza część opowieści byłych pacjentów powstała na podstawie ich pisemnych relacji i opowieści Marcina. Nie spotkałam się z bohaterami książki twarzą w twarz i nie wiem, czy takie spotkania byłabym w stanie udźwignąć. Nie przez przypadek używam słowa „bohaterowie”, bo każda z osób, o której pisaliśmy, niewątpliwie jest bohaterem.

– Która z historii w niej przedstawionych dla Ciebie była najbardziej wstrząsająca?

– Każda z nich na inny sposób. Przy każdej kolejnej myślałam, że już nic bardziej nie może mną wstrząsnąć, że te granice zostały już tak przekroczone, że dalej się nie da. A potem czytałam następną i trzeba było się z nią zmierzyć. Nie da się ukryć, że te historie pokazują, że my dorośli nie stanęliśmy w jakimś momencie życia dziecka na wysokości zadania i przez to one cierpiały. Ani ja, ani Marcin nie chcielibyśmy, żeby ta książka kogokolwiek oskarżała, czy rodziców, czy opiekunów, nauczycieli, psychologów. Ale ona niestety pokazuje chorobę wielu systemów, w tym tego pierwszego, czyli rodziny.

– Pokazujesz w książce, jak ogromna odpowiedzialność spoczywa na nas – dorosłych. Kilkakrotnie pada w niej Twoje pytanie: Czy mogło być inaczej. I okazuje się, że mogło, gdyby dorosły w jakiejś sytuacji z przeszłości zareagował inaczej (…)

  Całą rozmowę przeczytasz w wakacyjnym wydaniu DTS, dostępnym w wersji online za darmo pod linkiem:  

Filmoteka dts24

217 Videos