Doszły mnie słuchy, że jakaś nostalgia snuje się po Sądecczyźnie i nastraja Lachów do wspomnień. Jej źródło zlokalizowano w Myślcu nad Popradem, gdzie 50 lat temu odbyły się pierwsze Konfrontacje Ruchu Artystycznego Młodzieży. Mam powody, by do rocznicowych opowieści dorzucić swoje trzy grosze. Nie byłem akuszerem tej imprezy, ale dwa razy widziałem ją od środka, w 1979 i 1981 roku.
To były piękne dni. Na skrawku ziemi nad rzeką rozpanoszyła się artystyczna szarańcza złożona z kilku setek osobników śpiewających, tańczących, grających na czym się da, malujących czym się da, rzeźbiących, piszących, kręcących filmy, fotografujących, bawiących się w teatr i innych oryginałów, których męczył talent.
W każdym dziurawym namiocie, w każdym drewnianym domku i na każdej zabłoconej ścieżce czuło się, że tu jest jakieś epicentrum, które pod względem liczby artystów na kilometr kwadratowy bije na głowę światowe stolice kultury.
Trudno było przejść z redakcji „Pogłosów KRAMu” do Radia KRAM, by nie potknąć się o rozłożone sztalugi kandydata na Matejkę, nie zderzyć się z zapatrzonym w chmury, bezskutecznie szukającym rymu poetą, albo nie ogłuchnąć od terroru szarpidrutów walczących na estradzie z instrumentami.
Działo się, dzień się mylił z nocą, a noc z dniem.
Talenty rozkwitały jak pąki białych róż. Tylko miejscowe gaździny po cichu protestowały, że przez ten cały KRAM krowy nie chcą dawać mleka, a kury zapomniały, że są od znoszenia jajek. I dociekały, za jakie grzechy pan Bóg pokarał tę piękną miejscowość tyloma dziwakami, jakby z całej Polski wszystkich pozbierali.
Historia pierwsza: Bo gdy Titanic tonął
Ostatnio dotarła do mnie nowa wiadomość, że szykuje się wskrzeszenie KRAM-u. Uśmiecham się na samą myśl, że w Myślcu przy akompaniamencie szumiącego Popradu artystyczne żywioły znowu porwą młodych ludzi. Może nawet jakiś specjalista od seansów spirytystycznych przywoła ducha dawnych konfrontacji.
Trzeba będzie tylko zadbać, by w całej okolicy w smartfonach pojawił się stosowny alert, ostrzeżenie przed inwazją artystów, którzy mogą szokować słowem i uczynkiem, nie mówiąc już o wyglądzie.
Zanim to nastąpi, przypomnę parę wydarzeń.
Szczególnie utkwił mi w pamięci kabaret Lach z 1979 roku ze słynną, napisaną przez Andrzeja Górszczyka „Balladą o marynarzach z Titanica”. Każda zwrotka nawiązywała do sytuacji w kraju, każdą aluzję publiczność łapała w mig.
„Bo gdy Titanic tonął / to też orkiestra grała / Bo gdy Titanic tonął / to też był pełny szpan / Dowódca miał do końca koszulę śnieżnobiałą / A para szła za parą w tan” – te słowa zaczęły żyć swoim życiem. Śpiewano je nad Popradem, ale ballada szybko rozniosła się po kraju, krążyła na taśmach magnetofonowych, budziła nadzieję, że komuna skończy jak Titanic w 1912 roku.
Hałaśliwa zazwyczaj publika w skupieniu słuchała kolejnych zwrotek: „I znowu święta, znowu wstęgi / Piękne fasady podparte kijem / Lśnią kandelabry, dzwonią kielichy / Są pewne straty, ale My żyjem / My idziem naprzód, my wciąż w natarciu / Kłopotów żadnych nie ma już / Wlewa się woda, lecz krzyki majtków / Skutecznie głuszy orkiestry tusz.”
Dla takich chwil, dla takich koncertów warto było przyjechać do Myślca.
Historia druga: Znikający nieboszczyk (…)
Cały tekst przeczytasz w wakacyjnym wydaniu DTS – kliknij i czytaj cały numer online za darmo:
Fot. Andrzej Kusior



























































































































































































































