13 grudnia roku pamiętnego. 40. rocznica stanu wojennego

stan wojenny

40 lat temu w nocy z soboty na niedzielę 13 grudnia 1981 r. wprowadzono stan wojenny. Dla sądeczan był to czas aresztowań, strachu o bliskich, ale też codziennych trosk materialnych.

„Powstała na mocy dekretu o stanie wojennym Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON) zawiesiła podstawowe prawa obywatelskie. Wprowadzono godzinę milicyjną, przerwano łączność telefoniczną, zakazano opuszczania miejsca zamieszkania, wstrzymano sprzedaż benzyny. Na ulicę wyprowadzono wojsko, transportery opancerzone, czołgi. Cały kraj został sparaliżowany strachem, nagłymi aresztowaniami. Było to z punktu widzenia psychologicznego zamierzenie celowe, mające uniemożliwić wszelki społeczny opór” – piszą historycy Anna Siwik i Tomasz Jan Biedroń.

W Nowym Sączu noc wprowadzenia stanu wojennego kojarzona jest z anegdotką. Otóż nad ranem 13 grudnia uczestnicy kabaretonu, którzy wychodzili z klubu „Lach” przy ul. Jagiellońskiej, widząc na ulicach patrole uznali, że to ciąg dalszy happeningu przygotowanego przez Andrzeja Górszczyka i Wojciecha Dębickiego. Niestety, rzeczywistość kabaretem nie była. Wszyscy przekonali się o tym rano, gdy o godzinie 6. usłyszeli w Polskim Radio a potem zobaczyli w telewizji, wystąpienie generała Wojciecha Jaruzelskiego. Równocześnie przenoszone konspiracyjnie informacje (telefony od rana były głuche) donosiły o kolejnych aresztowaniach działaczy „Solidarności”.

Zesłani na Wschód

W samym województwie nowosądeckim w pierwszych dniach stanu wojennego internowano 38 osób. Wśród nich był Roman Kałyniuk (w sierpniu 1980 r. współorganizator kilkugodzinnych przestojów w pracy w ZNTK, w styczniu 1981 współorganizator strajku w Ratuszu w Nowym Sączu, kolporter niezależnych wydawnictw m.in. pism „Goniec Małopolski” i „Aktualności”).

„Między piątą a szóstą, jeszcze w ciemnościach, w szpalerze umundurowanych i okrytych przyłbicami funkcjonariuszy, wśród psów, skutych kajdankami wciśnięto nas do milicyjnych „suk”. Długo nie wiedzieliśmy, gdzie jedziemy, w aucie nie było okien, dopiero jeden z kolegów przez maleńką szparę gdzieś po godzinie rozpoznał Gorlice. Jechaliśmy, jak kiedyś zesłańcy, na Wschód!” – opowiadał po latach Kałyniuk.

„Siedziałem skuty razem z Andrzejem Szkaradkiem. Po drodze w Gorlicach doładowali jeszcze dwie osoby. Jeden z kolegów, Ryszard Zagórski, którego zabrali z hotelu robotniczego, był tylko w koszuli z krótkim rękawem i w klapkach bez skarpetek. Wywołała go portierka, mówiąc, że przyszli koledzy. Eskortował nas (…)

Całość przeczytasz w “Dobrym Tygodniku Sądeckim”. Za darmo:

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.