Sądeczanie przełamali lęk przed „co ludzie powiedzą”

Rozmowa z JAKUBEM BOCHEŃSKIM – współorganizatorem sądeckich protestów przeciwko reformie sądownictwa

- Rozsyłając informacje mailowe i wrzucając na FB apel o wzięcie udziału w proteście, spodziewał się Pan takiego efektu?

- W życiu bym nie przypuszczał, że w Nowym Sączu, który uchodzi za bastion PiS i słynie z małego zaangażowania społecznego ludzi, stawi się prawie 2 tys. protestujących osób. Niektórzy mówią, że w historii Sącza przez ostatnich kilkadziesiąt lat nie było takiej sytuacji, żeby na ulice w celu zaprotestowania wyszło tyle ludzi.

- Dwa tysiące osób pod Ratuszem?

- W kulminacyjnym dniu protestów, w piątek. Zaczynało się od akcji organizowanych przez Edwarda Ucherskiego czy Barbarę Żytkowicz pod Sądem Okręgowym i w pierwszym dniu były 3-4 osoby, kolejnego 60, a na pierwszym oficjalnym, nagłośnionym medialnie proteście pod sądem, było już 300 manifestujących. To pokazuje siłę jaka drzemie w sądeczanach.

- Powiedział Pan, że Nowy Sącz uchodzi za bastion PiS. W takim razie kim byli ci, którzy manifestowali?

- To byli zwykli mieszkańcy, oczywiście byli wśród nich przedstawiciele różnych partii i organizacji politycznych, ale zdecydowaną większość stanowili ludzie, którzy do tej pory nie utożsamiali się z żadną partią i nie działali publicznie. Chcieli wyrazić swój zdecydowany sprzeciw wobec skrajnej reformy, która miała być wprowadzona.

- Rafał Ziemkiewicz w „DoRzeczy” komentuje, że protesty „zgromadziły zupełnie innych ludzi. Takich, którzy dotąd od ulicznych demonstracji trzymali się z daleka, wyczuwając w nich siarę i manipulację”.

- Zgodzę się z tym. W poprzednich latach przy różnych akacjach ludzie często mówili: Ja was popieram, ale nie przyjdę, bo co w pracy powiedzą, co ludzie będą o mnie myśleć? Teraz sądeczanie przełamali jakiś lęk przed chorobą społeczną pod nazwą „co ludzie powiedzą”. Postanowili wyjść z dumnie podniesionym czołem. Nie bojąc się opinii innych, śmiało i jawnie zamanifestowali swój sprzeciw.

- Komentatorzy podkreślają niespotykany dotąd udział ludzi młodych. W mentalności młodych ludzi też coś się zmieniło?

- Tak, bardzo cieszy, że w Nowym Sączu też była spora liczba ludzi młodych. To rzadko spotykana sytuacja, gdy młode osoby angażują się politycznie. Myślę, że w tym przypadku dotarło do nich, że proponowane w prawie zmiany mogą odbić się również na nich samych, w momencie zetknięcia się z wymiarem sprawiedliwości, jeśli będziemy mieć do czynienia z prezesami sądów obsadzanych stricte polityczne. Nie wspominając o reformie Sądu Najwyższego, której przyszłe skutki mogłyby też dotknąć każdego - mam na myśli m.in. sytuację stwierdzenia ważności wyborów, pole do manipulacji byłoby ogromne. Sądzę, że młodzi ludzie sobie to uświadomili.

- Wróćmy jeszcze do roi Facebooka. Pan też w ten sposób informował o miejscu i czasie protestu. Facebook, Twitter, Instagram to domena młodych ludzi, może stąd ich zaangażowanie?

- Media społecznościowe zrobiły tu ogromną robotę. Informacje bardzo szybko do ludzi trafiały. Jestem przekonany, że większość osób w wieku 20-30 lat nie ma telewizora, nie dlatego że ich nie stać, ale dlatego że nie chcą telewizji oglądać. Więc bardzo ważną rolę odgrywają media społecznościowe, gdzie ludzie błyskawicznie wymieniają się informacjami.

- Socjolog, prof. Tomasz Szlendak, tłumaczy w „Polityce”, że mieliśmy do czynienia z rodzajem eventu, flash mobu, czyli gromadzenia się nieznających się osób, zwoływanych przez internet, a młodzi ludzie uwielbiają brać udział w takich akcjach. Może to zadziałało?

- Być może też, pamiętamy sprzed paru lat sprawę ACTA dotyczącą wolności słowa w internecie. Wtedy młodzi ludzie skrzyknęli się w internecie i wyszli jawnie zaprotestować, a ten głos musiał być przez decydentów usłyszany. Jednak zdecydowana większość młodych osób, z którymi rozmawiałem, to byli bardzo świadomi ludzie. Dokładnie wiedzieli, po co przychodzą manifestować, znali treść proponowanych zmian, wiedzieli jakie niosą one skutki. Więc na pewno to nie tak, że młodzi przyszli, bo coś się działo. To był świadomy udział w protestach.

- Prezydent dał podwójne veto, znicze przygasły... Koniec?

- Nie koniec! Weszła w życie trzecia ustawa o statusie sądów powszechnych, gdzie minister Zbigniew Ziobro może mianować i odwołać w ciągu najbliższych 6 miesięcy każdego prezesa i wiceprezesa sądu. Będziemy się temu bacznie przyglądać i reagować. W razie potrzeby naród na pewno jest gotowy znów wyjść na ulice. Utworzyliśmy na Facebooku grupę - Obywatelski Nowy Sącz, gdzie będziemy chcieli podejmować różnego rodzaju działania, absolutnie nie tylko polityczne, ale np. akcje prospołeczne, proekologiczne. Mamy masę pomysłów, zapraszamy każdego, jesteśmy otwarci. Podkreślam, że nie stoi za nami żadna partia, nikt nas nie finansuje jak niektórzy nam zarzucają.

Rozmawiała JOLANTA BUGAJSKA

Czytaj BARDZO "Dobry Tygodnik Sądecki":

zrzutka

1 comment

  1. Martinoff 13 Sierpień, 2017 at 13:01 Odpowiedz

    ale śmiesznie.

    2 tyś osób. Podczas ewakuacji szkoły średniej do której chodziłem ze względu na alarm bombowy, uczniowie zebrali się na placu przed szkołą. Do szkoły uczęszczało 1200 uczniów i było ich z pewnością więcej niż na tej manifestacji 🙂
    Żytkowicz pół roku temu mówiła, że mało się polityką interesowała i jedynie walka o dobro kobiet spowodowała że wyszła na ulicę zaprotestować w czarnym marszu. Po pól roku zna się na wszystkim, na ustawie o mediach, na ustawie o sądach i trybunałach.
    Bocheński to oczywiście znany działacz partii Palikota, który w wieku 19 lat odkrył w sobie powołanie do walki z ciemnogrodem. A teraz mówi, że w marszach uczestniczą bezpartyjni 😀

    Jedyne co łączy tych ludzi do nienawiść do Kaczyńskiego i PiS. Nic nie proponują, nie czytają ustaw, nie wiedzą jak wygląda wybór sędziów w innych krajach. Wyszli na ulice, bo Kaczyński im się nie podoba.

    Na PO, Nowoczesnych, SLD, Razem, PSL w Nowym Sączu i powiecie nowosądeckim głosowało 33 tyś. Protest zmobilizował 2 tys jak się chwalą, to naprawdę dużo?
    Ile było w Sączu ludzi na wiecu w obronie Radia Maryja?

    Lech Kowalski piszący biografie peerelowskich wojskowych generałów mówił, że spotykając się z nimi w ich domach bardzo często dochodziło do sytuacji, w których ci komunistyczni generałowie chętnie mówili o wielu rzeczach. Baaa nawet pokazywali mu tajne dokumenty. Ale to ich dzieci albo wnukowie często odnosili się do niego z większa agresją niż zaprawieni w wojnie komunistyczni aparatczycy. Sądecka młodzież ubeków i innych zaprzańców zapewne inna nie jest.

Wypowiedz się w tej sprawie