Życie pisze najciekawsze historie: Krzysztof wygrał z rakiem dzięki... poezji

Od lat 70. XX wieku pisał wiersze do szuflady. W młodości sporo rzeźbił, później pracował jako stolarz. Kilka lat temu zachorował na raka mózgu. 7-centrymetrowy guz wycięli mu warszawscy onkolodzy w 2011 roku. Jednak zdaniem Krzysztofa Słabego z Chełmca, całkowite wyzdrowienie zawdzięcza… poezji. Stała się ona dla niego pociechą w trudnych chwilach i prawdziwym lekarstwem.

Krzysztof Słaby od roku jest członkiem Sądeckiego Klubu Literackiego, działającego przy Sądeckiej Bibliotece Publicznej.

-W Klubie tym znalazłem się dzięki Asi Babiarz, ona mnie zachęciła do uczestnictwa. Odważyłem się pisać nie tylko do szuflady – śmieje się pan Krzysztof.

-Wiersze piszę od lat 70. Zawsze robiłem to jednak - jeśli można tak powiedzieć - na własny użytek. Coś tam pisałem, jakieś wiersze miłosne do koleżanek, one często się z tego śmiały, na pewno nie było to nic poważnego. Byłem młody, nie wiedziałem, że to jest poezja. Później jednak trafiłem niejako pod skrzydła pani Ewy Harsdorf, znanej sądeckiej malarki, osoby niesamowicie rozmiłowanej w sztuce. Prowadziła kurs plastyczny, na który zacząłem uczęszczać. Pani Ewa natchnęła mnie i mocno zainteresowała sztuką. To była dusza – człowiek, niesamowity pedagog. Chciałem malować i rzeźbić, ale poszedłem do wojska a potem miałem już na głowie sprawy rodzinne i tak się to wszystko rozmyło. Pracowałem jako stolarz. Teraz, ze względu na stan zdrowia, jestem na rencie – opowiada Krzysztof Słaby.

Jest on zdania, że poezja może pełnić funkcję terapii nawet w  najcięższej chorobie.

- Nowotwór zmienił mój styl życia i myślenia. Powrót do poezji stał się dla mnie lekarstwem. Oczywiście, wiele zawdzięczam lekarzom, medycynie, ale najlepszym lekiem stała się dla mnie poezja i sztuka w ogóle.

W 2011 roku pan Krzysztof przeszedł bardzo poważną operację mózgu. Operowali go specjaliści z warszawskiego Centrum Onkologii - Instytutu imMarii Skłodowskiej-Curie. Zabieg się udał, mimo że początkowo wcale nie było dobrych rokowań.

- Lekarze nie dawali mi dużych nadziei na powodzenie tego zabiegu. Guz miał średnicę 7 centymetrów, był bardzo duży. Wrastał w naczynia zasilające mózg. Przez sześć tygodni miałem radioterapię. Leczenie trwało długo. Lekarze kazali mi liczyć się z kalectwem, które miało trwać do końca mojego życia. Miałem mieć niedowłady kończyn, miałem nie widzieć, nie słyszeć… Tak to wyglądało. Kiedy się jest w sytuacji poważnego zagrożenia zdrowia i życia, to wraca się do przeszłości. Przeszłość to dzieciństwo, to rodzinny dom. Mama, dla której składałem rymy i pisałem wiersze… była bardzo uczuciowa i wrażliwa. Uświadomiłem sobie, że mam jeszcze wiele do zrobienia, do napisania, do powiedzenia i po prostu muszę żyć. W chorobie myślałem o wszystkim. Jednak to poezja była dla mnie takim głównym nośnikiem, dawała mi siłę do walki z chorobą. Wiedziałem, że ona mi bardziej pomoże, niż leki. Oczywiście lekarzowi, młodemu człowiekowi, jestem bardzo wdzięczny, za to co zrobił  – twierdzi Krzysztof Słaby.

W trakcie dwuletniego leczenia pan Krzysztof napisał tylko jeden wiersz, dla personelu szpitala.

- To był mój wyraz podziękowania za opiekę nade mną… Obecnie ciągle jestem pod obserwacją lekarzy, muszę się stawiać na kontrole, biorę leki przeciw epilepsji, bo mam padaczkę pourazową, także muszę na siebie uważać. Co jakiś czas mam rezonanse, badania głowy. Lekarze sprawdzają, czy coś tam się nie odnawia… ja jednak żyję nadzieją, że wszystko będzie dobrze. Żyję również oczywiście poezją. Mam rodzinę, dorosłe już dzieci.

Córki pana Krzysztofa nie wiedziały, że ich tato ma zacięcie poetyckie. Nie chwalił się tym, nikomu o tym nie opowiadał. Pisał dla siebie, z potrzeby serca. Obecnie myśli o wydaniu tomiku wierszy.

- Doszedłem do wniosku, że chcę, aby coś po mnie zostało. Mam zamiar wydać swoje wiersze. Muszę to wszystko pozbierać i doradzić się kolegów poetów z Sądeckiego Klubu Literackiego. Mam już jednak w głowie pewien zarys tego, co chcę wydać. Jestem osobą wierzącą, piszę dużo wierszy religijnych.

Krzysztof Słaby jest zdania, że wszystkie osoby, które są ciężko chore, nawet nieuleczalnie, powinny rozwijać w sobie uzdolnienia artystyczne.

-Talent może objawić się w każdym momencie naszego życia. Trzeba z tego korzystać, bo to jest niesamowite dobrodziejstwo. Poezji jednak ludzie nie czytają, nie wiedząc nawet, ile tracą. Moim ulubionym poetą jest Cyprian Kamil Norwid. Bardzo trudny, ale niesamowity. On wiedział wszystko. Nikt tak jak on nie potrafi kreować rzeczywistości. Jak już dojdziemy, o co mu w danym utworze chodziło, to to jest niesamowite odkrycie, naprawdę. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Dlatego zachęcam, czytajmy i piszmy wiersze. Nie tylko w chorobie. A nasze wykształcenie czy to, czym zajmujemy się na co dzień zawodowo, nie ma tu absolutnie nic do rzeczy. Odkryłem to i tego się trzymam – podsumowuje Krzysztof Słaby. 

***

Krzysztof Słaby – pochodzi z miejscowości Ubiad, gdzie zaczęła się jego przygoda z poezją. Mieszka z rodziną w Chełmcu. Jest laureatem 8. Edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego o Wawrzyn Sądecczyzny, wyróżniony drukiem w 9. Edycji tego konkursu.

Fot. Agnieszka Małecka

SOREA2018

Wypowiedz się w tej sprawie