Bronek z Obidzy: poezja jest dla mnie ucieczką (cz.2)

Zapraszamy do lektury drugiej części rozmowy z Bronisławem Kozieńskim, czyli Bronkiem z Obidzy, poetą Sądecczyzny.

Pierwszą część można przeczytać w tym miejscu: Ciężko się pisze pracując na budowie.

O wenie:

Najlepiej myśli mi się przed samym zaśnięciem, ale nie chce mi się wstać, by coś zapisać. Czasem pojawi się coś świetnego, ale często ucieka, bo nie wstaję. Już tak mam, że nie myślę nad tekstami, to wszystko jest chwilowe. Być może przydałoby się to jeszcze doszlifować, ale wrzucam takie teksty od razu do Internetu.

Był też czas, gdy szedłem do kościoła na mszę i wracałem do domu z tekstem zapisanym w głowie. To było coś takiego, że sam już dobrze wiedziałem, iż przyniosę tekst. Wiem, że powinienem wówczas myśleć o Bogu, ale to miejsce nastrajało mnie do tworzenia. Nie czuję spokoju przy Internecie. Muszę móc się oderwać np. w pociągu, w autobusie w drodze do Niemiec.

O innych autorach:

To dla mnie wartościowe, gdy poczytam teksty innego autora, nie muszę go widzieć, ale mogę go sobie stworzyć. Wtedy oceniam jego twórczość. Jeśli jest młody, a pisze jak stary to pewnie tworzy nieszczerze. Tego się trzymam.

O internetowej popularności:

Komentarze pod zdjęciami i wierszami nie robią na mnie wrażenia. Nie zwracam na nie uwagi. Już teraz wiem jak zachęcić do tzw. lajkowania, ale to nie jest warte tego wszystkiego. Nie ma co zmyślać, ale trzeba pokazywać jak jest. Mógłbym pisać piękniej, by zwiększyć ruch na stronie, ale nie, nie robię tego.

O pośpiechu:

Nie spieszyło mi się z wydawaniem. Naciskał jednak na mnie profesor Bolesław Faron, który mnie wspiera. Miałem przysyłać mu teksty, gdy powstanie coś nowego. Pytał: Panie Bronku może robimy? A mi się nie spieszyło. Było tam w tym wszystkim trochę siana. W końcu jednak zauważyłem, że u mnie w domu nie ma już książek. Pomyślałem sobie, że nie mam z czym jechać na wieczór autorski. Ta sytuacja zmusiła mnie do publikacji. Ostatnią miałem półtora roku temu.

Ogółem teraz spieszę się coraz mniej. Mam kilka tekstów, które czekają na ukończenie, ale nie chcę tego robić.

W mojej wcześniejszej twórczości widzę sporo do poprawy, zmiany, ale nie nie chce mi się. Wierszyk jak ptaszek: wypuszczony niech leci, będzie wolny. Przyjdzie następny.

O mieście:

W mieście czuję się dobrze, ale sam. Siedzę na wsi, ale ciągnie mnie do miasta. Muszę do niego zawitać. Duże dworce kolejowe są dla mnie czymś specjalnym. Być może pozostało mi to z Warszawy. To droga w świat. Czuję się tam, jakbym mógł być wszędzie. Klimat takich dworców jest święty. Można tam spotkać każdego: pana i żebraka. Czuję tam wolność. Artysta musi ją czuć, by nie ograniczała. W ciągu dnia choć na chwilę muszę się oderwać i czuć, że wolno mi to czy tamto że mi nikt nie mówi, co mam robić.

O prozie:

Myślałem o przejściu na prozę, bo mi to nawet ładnie wychodziło. Profesor Julian Dybiec chce bym napisał coś o sobie, ale mówię mu: już zaczynam, jeszcze trochę. On mi na to: ja umrę, a Ty nie zaczniesz!

O życiu:

Wiele przeszedłem w swoim życiu. Dużo się widziało. Spotkałem wielu ludzi, dużo śmierci. To wszystko powoduje u mnie taką pokorę. Wiem skąd jestem, wiem gdzie mogę wrócić. Nie ma co zadzierać głowy. Poezja to zabawa, ale i odskocznia, ucieczka. Jest mi potrzebna. To inny świat, do którego można wejść. Rożni krytycy różnie o poezji piszą, ale dla mnie to błądzenie we mgle. Trzeba się w niej umieć poruszać. Potrafić w niej żyć. Wiedzieć też kiedy z niej wyjść do codziennego życia i kiedy wrócić z powrotem. Wchodzić i wychodzić.

Są tacy ludzie, którzy nie potrafią czytać poezji. Zachwycają się tym, co na pozór ładne np. muzyką disco polo o miłości, dziewczynach itd. Ale ludzi nie zmienisz. Tak niestety jest. Przede wszystkim trzeba żyć w zgodzie z samym sobą. Nie zachwycać się tym, że ci klaskają, lubią twoje posty w Internecie, bo to do niczego, prócz samouwielbienia, nie prowadzi. A samouwielbienie jest zgubą. Każdy powinien liczyć się z krytyką, oczywiście konstruktywną. Ona buduje. Trzeba też ciągle iść do przodu, robić swoje. W poezji zawsze jest wiele do odkrycia. Niby wszystko już było, ale można to przedstawić w inny sposób np. coś błahego opisać tak, by było zaskoczeniem. Podoba mi się poezja, której do końca nie rozumiem. To jest poezja. To jest właśnie to. Gdy nie możesz do końca wiedzieć o co chodziło autorowi. Musi być tutaj miejsce na tajemnicę. Mogę to wszystko różnie interpretować. Mogę dojść do czegoś innego… Wiem też, że jest wielu lepszych ode mnie, ale nie o to chodzi...

O Obidzy skąd pochodzi i gdzie mieszka na co dzień: Stamtąd moje korzenie. Całe drzewo rodzinne, cały ród Kozieńskich. Miejsce jedyne na świecie, nie do zmiany. Mam wielu znajomych polonusów, którzy mówią mi: przyjedź do Niemiec, ustawimy Cię! Ale jak ja mógłbym tam żyć? Zawsze wracam do siebie. Jest strumyk szumiący koło domu, grzybki za ścianą, pasące się owieczki. Mnie nie potrzeba dużo. Czasem napiję się kawy, zapalę papierosa i już, czuję szczęście. Mam wnuka, wnuczkę i to jest to! Rodzina jest największą wartością.

Już 8 grudnia na hali widowiskowo-sportowej w Łącku odbędzie się promocja książki „Bronka z Obidzy”. Będzie mu towarzyszyć Marzena Setlak. Wydarzenie rozpocznie się o godz. 18.

Strona autorska „Bronka z Obidzy” na Facebooku

Remigiusz Szurek

Fot. archiwum Bronka z Obidzy

SEZAM

Wypowiedz się w tej sprawie