Dobrze mi z tym co mam Dzisiejszą rozmową z Belgiem Bruno Vastmansem - nauczycielem w sądeckiej szkole SPLOT – rozpoczynamy na naszych łamach nowy cykl wywiadów z obcokrajowcami, którzy wybrali Nowy Sącz, jako swoje miejsce do życia. - Jak to się stało, że znalazłeś się w Polsce? – Zdecydowała za mnie… miłość. W Polsce, a dokładnie we Wrocławiu, znalazłem się w 1986 r. z transportem darów od belgijskiej organizacji humanitarnej. Okazało się , że we Wrocławiu otrzymują dużo transportów z Niemiec, więc poprosiliśmy o adres jakiegoś zakonu lub szkoły dalej od granicy, gdzie tych darów tak dużo nie dociera. Rok później zostaliśmy skierowani do Starego Sącza, do klarysek. Później dotarliśmy również z transportem darów do krynickiego szpitala, a w 1988 przyjechałem na dłużej – na tygodniowe wczasy do Kamiannej. Dziewczyna, która była wtedy naszą tłumaczką jest teraz moją żoną. Cały rok trwało w Belgii załatwienie pozwolenia na jej przyjazd. Policja sprawdzała m.in. czy mam wolny pokój, w którym będę mógł przyjąć gościa. Jak się już to udało, wzięliśmy w Belgii ślub i mieszkaliśmy tam dwa lata. Policja była też u mnie w domu gdy chciałem wziąć ślub, a miesiąc po nim sprawdzali czy śpimy razem.