Dlaczego zaczęłam studiować język polski?/Prečo som vyštudovala poľštinu

Rok 1997. Zemplínska Šírava. Lato, słońce, miałam słodkich siedemnaście lat. Pierwsza praca poza domem. Pierwsze dyskoteki, pierwsze miłości. Co się dzieje? Dlaczego teraz piszę o lecie i cieple, gdy na zewnątrz mróz i wszyscy powoli szukają prezentów, kupują choinkę i czekają na Jezuska?

Nic się nie dzieje, tylko nostalgicznie wspominam. Dostałam na zadanie napisać, dlaczego zaczęłam studiować język polski, w okresie, kiedy wszyscy uczą się angielskiego, dużo osób studiuje hiszpański, ewentualnie niemiecki lub rosyjski, nawet chiński. Tylko ja wybrałam polski?!

W moim tragikomicznym życiu często powiązane są rzeczy pozornie ze sobą niezwiązane. Tak właśnie jest z Šíravą i językiem polskim. Lepiej byłoby powiedzieć: Šírava i Polak. Dobrze, Šírava i „przystojny“ Polak. Przystojny Grzesiek. Ty jesteś taka „ładna“. Co? Co on do mnie mówi? Ty jesteś niezłym „debilem”? Parę minut trwało, zanim wytłumaczył mi, co to po polsku znaczy ładna (po słowacku „vadna” oznacza, że z tą osobą jest coś nie tak).

Jeszcze bardziej zdziwiony wydawał się być, gdy mu powiedziałam, jak się nazywam: Táňa. Trzy razy mu to musiałam powtórzyć! I on szalony trzy razi się zaśmiał! – Tania*. (* słowackie imię Táňa brzmi identycznie jak polskie słowo tania).

Mówię sobie wtedy, dziewczyno uciekaj, zanim jest czas, dziwny to facet i ta jego mowa, nie masz pojęcia, czym cię jeszcze zaskoczy. Od tamtego czasu Polakom przedstawiam się wyłącznie jako Tatiana. Na wszelki wypadek. Ale gdy mi powiedział, że mnie „szukał całe popołudnie“, prawie uderzyłam go w twarz - „bezczelniaka“ polskiego (szukać to po słowacku uprawiać seks ...). A jednak udało nam się dogadać.

Bo jak to już w wypadku krótkich letnich romansów bywa, naszą „miłość“ stała się historią tak szybko jak wiatr strąca pierwsze opadłe liście. Jednak dzięki temu zrodziła się inna miłość. Miłość, która przetrwała do dzisiaj. Miłość, która miała wpływ na moją karierę zawodową. Miłość, która latami formuje się, rośnie i dojrzewa jak dobre wino.

Urlop nad Bałtykiem Kiedy w roku 1997 parę miesięcy później składałam wniosek na wyższą uczelnię, wiedziałam, dokąd prowadzić będą moje kroki. Nie, nie, nie pojechałam „szukać“ Grześka. Wyjechałam na studia, gdzie studiowałam filologię słowiańską, o specjalizacji język polski i kultura i uczyłam się wszystkiego pięknego, co ten bogaty naród oferuje. Bogaty w historię, kulturę, tradycję, wiarę, ludzi. Już dawno jestem dorosła, ale ta miłość trwa i uczę jej również moje dzieci. I cieszę się, że mi się udaje. Czasami mi jest przykro, że my Słowacy, głównie z regionów przygranicznych, postrzegamy Polskę prozaicznie, tylko przez pryzmat tańszych dywanów lub kapusty kiszonej.
Nasze kroki prowadzą maksymalnie na „targi”, a tego co kryje się za kramami nie widzimy. Syn miał 6 lat, gdy zapakowaliśmy maleńką dwudrzwiową Toyotę Yaris (bez klimatyzacji) i ruszyliśmy w trójkę na wyprawę po historycznych miastach polskich aż do Morza Bałtyckiego i na półwysep Hel. W to upalne lato padały chyba stuletnie rekordy temperatury. Długą podróż przeżyliśmy wszyscy bez szkody. Co więcej, bardzo nam się podobało. Dzisiaj syn ma prawie piętnaście lat i do tej pory wspomina ten urlop, chyba nasz najlepszy. Wiele fajnych miejsc mogłam zobaczyć i dużo mam jeszcze w planach.

Bo ja Was, moi drodzy Polacy, po prostu kocham. Kocham Waszą historię, kuchnię, kulturę. I wiecie co, kocham również Wasz śmieszny szeleszczący język. Jeżeli w Waszej okolicy mieszka jakiś Grzesiek, pozdrówcie go od Tatiany (nie Tani!), kto wie, może to będzie ten „mój“ ze Šíravy.

TATIANA BÓRIKOVÁ

Przeczytaj specjalne polsko-słowackie wydanie "Dobrego Tygodnika Sądeckiego":

Písal sa rok 1997. Zemplínska Šírava. Leto. Slnko. Ja v rozpuku, sladkých sedemnásť. Prvá brigáda mimo domova. Prvé diskotéky. Prvé lásky. Že čo sa mi porobilo? Teraz takto o lete a teple, keď vonku mrzne, keď všetci už pomaly naháňajú darčeky a stromčeky a Ježiška?

No, nič mi nie je. Len nostalgicky spomínam. Dostala som úlohu, napísať, prečo som študovala práve poľštinu. V čase, keď celý svet študuje angličtinu. Veľa ľudí španielčinu. Prípadne nemčinu a niektorí opäť ruštinu, dokonca čínštinu. Len ja nešťastnica som si vybrala poľštinu?!

Ono sa to nezdá, ale v mojom tragikomickom živote majú súvislosť častokrát veci spolu zdanlivo nesúvisiace. A to je práve Šírava a poľština. Teda lepšie povedané Šírava a Poliak. Okej, Šírava a „przystojny“ Poliak. Przystojny Grzesiek. Ty jesteś taka „vadna“. Čože?? Tak ty si riadny debil. No pár minút nám trvalo, kým sme si vysvetlili, že Ładna (výslovnosť veľmi podobná nášmu vadná – je vlastne po slovensky pekná). Ešte väčší debil sa mi zdal, keď som mu povedala ako sa volám – Táňa. Trikrát som mu to musela zopakovať! A on blázon sa trikrát riadne rozrehotal!! Tania (výslovnosť ako naša taňa je totižto po poľsky lacná). Vravím si vtedy, dievča zlaté utekaj ty, kým je čas, divný je ten chlopík i tá jeho reč, netušíš, čím ťa ešte prekvapí! Odvtedy sa zo zásady Poliakom predstavujem výlučne ako Tatiana. Pre istotu. Alebo keď mi povedal, že ma „szukal cale popoludnie“. To už ani nehovorím, skoro som mu spakruky jednu vylepila drzáňovi jednému mladému poľskému. (Pre neznalých - on ma chudák len hľadal ...) Napriek prvotným menším-väčším jazykovým nedorozumeniam sme spoločnú reč predsa len o pár dní (na pár dní) našli. Lebo, ako to už pri krátkych letných romanciach násťročných býva, aj našu „milość“ odvialo do dejín zabudnutia rovnako rýchlo, ako odveje vietor prvé opadané lístie. Ale napriek tomu sa, i vďaka nemu, zrodila iná láska. Láska, ktorá pretrvala dodnes. Láska, ktorá poznačila ďalšie moje profesijné smerovanie. Láska, ktorá sa rokmi formuje, rastie a zreje ako dobré víno.

Dovolenka pri Baltiku Keď som v tom pamätnom roku 1997 o pár mesiacov neskôr dávala
prihlášku na vysokú školu, vedela som, kam budú smerovať moje kroky. Nie, nie, nevybrala som sa „szukać“ Grzeska. Po úspešných prijímačkách som sa dostala na univerzitu, študovala slovanskú filológiu, špecializáciu poľský jazyk a kultúru a nasávala všetko krásne, čo tento bohatý národ ponúka. Bohatý na históriu, kultúru, tradície, vieru, ľudí. Už som dávno dospelá, ale tá láska pokračuje a infikujem ňou aj moje deti. A teším sa, že úspešne. Občas ma zamrzí, že my Slováci, hlavne z prihraničných oblastí, vnímame Poľsko prozaicky, len vďaka lacnejším kobercom či nakladanej kapuste. Že naše kroky smerujú maximálne na „targy“ a to, čo je ukryté za stánkami mestskej tržnice nám uniká. Syn mal šesť rokov, keď sme sa traja po strechu nabalení krvopotne narvali do maličkej 2-dverovej yarisky (bez klímy) na dobrodružnú cestu po poľských historických mestách až k Baltickému moru na polostrov Hel. V to horúce leto padali hádam storočné teplotné rekordy a mám pocit, že i inak večne studený Baltik vtedy vrel. A vreli sme i my. Napriek strastiplnej ceste sme to však všetci bez ujmy prežili. Ba čo viac, náramne sme si to užili. Dnes má syn takmer pätnásť a doteraz spomína na túto dovolenku, ako azda na našu najlepšiu. Mnoho úžasných miest som videla a mnohé mám ešte v pláne.

Lebo ja vás, drahí moji Poliaci, ja vás jednoducho „kocham“. Kocham vašu históriu, vašu kuchyňu, vašu kultúru. A viete čo, kocham už i ten váš smiešny šušľavý jazyk. PS: Ak máte vo svojom okolí Grzeska, tak ho pozdravte od jednej Tatiany (nie Táni!), kto vie, možno to bude práve ten „môj“ zo Šíravy.

TATIANA BÓRIKOVÁ

Fot. pixabay

Fot. Tatiana Borikova

PARK

Wypowiedz się w tej sprawie